Głęboki sen ogarnął dziewczynę. Nie był to jednak normalny sen. Jej mózg nieświadomie zaczął wytwarzać wizje i jakieś zarywki pamięci…
*
Upalny, wiosenny dzień. Słońce wisiało wysoko na niebie. Mała, niewinna dziesięciolatka biegała sobie po łące, niczym się nie martwiąc.
- Natalie… – wabił ją głos z daleka.
- Mama? – zawołała dziewczyna, słysząc to wołanie. Wyciągnęła ręce w kierunku, skąd wydobywał się głos. – Gdzie jesteś? – cisza, głos nie odpowiadał. – Mamo..? Mamo! – dziecko zapłakało. Dziewczynka mocno ścisnęła swojego bielutkiego, puchatego miśka, którego trzymała w lewej ręce, zaś w drugiej spoczywał jej karabin.
- Natalie… – jakiś dziwny, męski i nieludzki głos szepnął jej za plecami.
Dziewczynka odwróciła się na pięcie. Przed nią stał wysoki mężczyzna w masce. Nosił zbroję na sobie, a wyposażony był w ostrza nadgarstkowe i włócznię. Jeden, drobny ruch dłoni sprawił, że jego ostrza wysunęły się. Zrobił zamach ręką… Mała wystraszyła się, upuściła misia i wymierzyła w napastnika. Ostrza jednak nie trafiły w dziecko. Przebiły na wylot czarnego jaszczura, który niespostrzeżony przez dziewczynkę stał za nią, jego szczęki wewnętrzne już miały wbić się w tył jej głowy, gdyby nie łowca w masce…
- Yautja! – Natalie zawołała radośnie i wbiegła w jego silne, umięśnione ramiona. Predator przytulił ją, gdy zauważył, że stwór ciągle się porusza… Za późno. Jaszczur ostatnim tchem spluł w dziecko żrącym kwasem, potem padł martwy na ziemię.
Dziewczyna opadła bezwładnie w ramionach łowcy upuszczając broń, zapłakała po czym pocałowała jego maskę, - Dziękuję. – rzekła.
Predator wtulił dziecko mocno do swojej piersi, nie chciał by go opuściła. Była dla niego jak córka.
- Nie zostawię cię tu. – powiedział z żalem w głosie.
Krew, która wydobywała się z pleców dziewczyny teraz leciała szerszym strumyczkiem. Natalie ostatkami sił wtuliła się mocniej w gors łowcy. Potem nastała ciemność. Ale nie umarła…
**
Natalie ocknęła się, kompletnie zdezorientowana, gwałtownie otwierając oczy . To był koszmar. Nagle usłyszała burczenie własnego brzucha… Była głodna i zmęczona, mimo, że czuła się jakby właśnie przespała pełne dwa dni. Widziała drobny strumyczek światła przez jakąś malutką szparkę, która znajdowała się kilka centymetrów nad nią. To gwarantowało, że ciągle znajdowała się w pudle. Dziewczyna wyszła ze skrzyni. I wtedy poczuła mrowienie na całym ciele, kiedy postawiła nogę na podłożu. Musiała nieźle ścierpnąć w ciągu tych długich godzin. Zapomniała o karabinie. Wyciągnęła go ostrożnie ze skrzyni, czując przerażający ból na całej sobie. Chwyciła go i przewiesiła przez ramię. Skierowała się w stronę wyjścia, mając M1 w pogotowiu. Właz otworzył się kiedy Natalie znalazła się metr przed nim. Wystawiła prawą nogę na korytarz, lewa wciąż spoczywała w ładowni. Usłyszała cichy szmer. Raptem chwyciła swoją broń i odruchowo skierowała jej czubek ku górze, celując gdzieś w ścianę. Nic. Nikogo nie było. Dziecko opuściło karabin uśmiechając się ironicznie do samej siebie. „Ale jestem głupia…” – mówiła w myślach. Znowu jakiś szmer, tym razem znacznie bliżej, niby to, co go wywołało było kilka metrów od niej. Dziewczyna znów uniosła M1 w górę, tym razem stokrotnie szybciej niż poprzednio. Kręciła się niespokojnie dookoła, rozglądając się za przeciwnikiem, namierzając każdy kąt… Zobaczyła coś. Kilka metrów od niej. „Musi tam coś być…”. Przestrzeń była jakaś dziwna w tym miejscu. Natalie zdawało się, że widzi jakąś mgłę dziwnego kształtu… Tą samą, którą widziała na drzewie i tą samą, co widziała w krzakach, zanim zaatakował ją i jej grupę ten ‘Kosmiczny Łowca’.
Odblokowała broń. Miała już strzelić w tamtym kierunku, ale się rozmyśliła… „Może mi się to tylko wydaje? Może niczego tam jednak nie ma?…” Dziewczyna pozwoliła swoim myślom przejąć górę. Nie mogła ryzykować. Nie mogla robić hałasu tylko po to, by przekonać się, że jej pociski przeszywają jedynie powietrze. Ciągnęło to też za sobą pewne ryzyko. Ktoś mógłby to usłyszeć. Dziewczyna była słaba. Nie chciało jej się walczyć z jakimiś istotami, które i tak miały lepszy sprzęt niż ona, były większe, cięższe, silniejsze… I miały przewagę liczebną. Nie miałaby z nimi żadnych szans.
Ruszyła lewą stroną korytarza, nie rozglądając się już. Trzymała karabin w lewej ręce, by w razie czego go użyć. Dziecko miało dużo naboji, ale tak czy inaczej musiała je oszczędzać. Na pewno nie mogła sobie pozwolić na marnowanie ich na byle co. Nie wiedziała kiedy się stąd wydostanie i czy w ogóle… Szukała odpowiedzi na pytanie, ktore dręczyło ją już od samego początku „Jak ja się tu dostałam?”.
Światło. Ogromna, oślepiająca smuga światła. Dosłownie kilka metrów przed nią. Dziewczyna zasłoniła oczy wolną ręką. W tym miejscu powinno się znajdować wyjście… „Wyjście! Otwarty właz!” – Natalie aż podskoczyła z radości na myśl o tym, że mogłaby się z tąd jakoś wydostać, wyjść ze statku, uciec. Dziecko podeszło bliżej. Jaskrawe światło poczęło się chować. Dziewczyna ujrzała jakąś niezwykłą budowlę. Wyglądem przypominała miniaturową piramidę. Była faktycznie niewielka i niczym się nie wyróżniała. Natalie mogła ją porównać do zwykłych domów na Ziemi, tylko inny ‘styl’. Jednakowoż, to nie mógł być dom. To raczej przypominało jakąś bazę. Dookoła rosły drzewa, dzicz, prawdziwa dżungla. To było wspaniałe miejsce, idealne jako kryjówka.
Dziewczyna już miała postawić nogę w przód, w celu wyjścia. Ale spostrzegła dwóch rozmawiających ze sobą Predatorów. Dziecko szybko się cofnęło. Natalie przykucnęła. Namierzyła M1 w jednego z nich. Uznała jednak, że to nie byłby najlepszy pomysł. Zrobiłaby niezłe zamieszanie i sytuacja pogorszyłaby się. Ale nie mogla zostać na statku, musiała ucieć, daleko od tych istot. Dziewczyna postanowiła poczekać na odpowiedzni moment, wystarczyło tylko to, jak Predatorzy odwrócą się… W tym czasie mogła podsłuchać, o czym oni mówią. Nie uważała, że byłaby w stanie ich zrozumieć. Oni nie byli z Ziemi, więc jakim trafem mogliby mówić jej językiem… Ale może byli świadomi jej obecności na pokładzie? Może wiedzieli, że ona tu jest?
- Czy przywieźliście towar, o który was prosiłem? – zapytał jeden z nich. Był to duży, szczupły osobnik, o żółtawym odcieniu skóry i czarnymi centkami.
- Tak, wszystko mamy w ładowni. – odparł drugi, mniejszy niż ten poprzedni. Trochę grubszy koleś o zielonkawym odcieniu skóry, mieszającym się z pomarańczowym.
- Nie było żadnych problemów? – zainteresował się większy.
- Ogółem nie. Ale… coś było na pokładzie…
Większy spojrzał na drugiego z niepokojem.
- Żadnych kłopotów, tak? Mimo, że coś było na pokładzie?! – jego twarz skrywała maska, ale każdy mógł zobaczyć te wściekłe, małe, żółte oczyska…
Mniejszy spuścił tylko głowę, nie odzywając się.
- A co to było, tak dokładnie? – dopytywał się.
- Nh’aak uznał, że to coś było rozmiarów dorosłego Xenomorph’a, ale nikt nie był tego do końca pewny, co do tego… - tłumaczył się drugi, podnosząc głowę. – Więc wysłali mnie bym to sprawdził, jednak niczego szczególnego nie znalazłem, coś musiało się Nh’aako’wi przewidzieć…
- W sumie dobrze… Nie chcielibyście mieć gościa na pokładzie. – zażartował sobie większy.
Natalie dobrze wiedziała, że porozumiewali się w zupełnie obcym jej języku, ale coś sprawiało, że rozumiała większość słów. Przerażało ją to, ale to była jedynie korzyść. „Xenomorph… Co to u licha jest?” dziewczyna mogła jedynie wywnioskować, że to jakieś zwierzę. Ale co to dokładnie było? Tego jeszcze się nie domyśliła…
Predatorzy odwrócili się tyłem do Natalie i zmierzali w stronę bazy. Ależ to była świetna okazja… idealny moment. Dziewczyna zawiesiła broń na lewe ramię i pomknęła przed siebie tak prędko, jak tylko mogła. Dopiero chwilę później zrozumiała, że to nie była najlepsza pora na ucieczkę… Dookoła bazy-piramidy były zamontowane czujniki, reagujące na nagły ruch, a do nich podoczpiane były jakieś działka. Czujniki natychmiast wykryły ruch z konkretnej strony. Zaczęły dotkliwie głośno pikać, a potem działka poczęły strzelać w konkretnym kierunku. Obaj łowcy słysząc ten alarm zaczęli biec w stronę dział. Jeden z nich wyciągnął włócznię, drugi wyjątkowo duży dysk. I ruszyli w kierunku, w którym strzelały działa.
Natalie pędziła ile sił w nogach. Wiedziała, że została postrzeżona. Strzelało w nią ponad dziesięć dział i nie było czasu na zastanawianie się nad jakimiś bzdurami. Za nią ścigało dwóch zdezorientowanych, ale wściekłych Predatorów. Dziewczyna, nie myśląc za wiele, pomknęła do lasu. Biegła i biegła, mimo zmęczenia musiała się ścigać w wyścigu o życie i wygrać… Skręcała w każde odpowiednie miejsce, szukając jakiejś dowolnej, ale dobrej kryjówki. Łowcy okazali się być o wiele wolniejsi niż ona, dzięki czemu dziewczyna zyskała parę dodatkowych minut. Nie mogła znaleźć odpowiedniego schronienia… Nic nie mogła w tej sytuacji zrobić. Mogłaby biec póki ścigający ją łowcy nie zgubią lub zmęczą się… albo ona się zmęczy… Nie, na to nie mogła pozwolić. Rozejrzała się błagalnie dookoła. Drzewa. Tak, duże, wielkie drzewa. To było właśnie to, czego potrzebowała. Wystarczyło jej tylko mniejsze drzewko, na ktore mogłaby się wspiąć. Jest. Małe, ale nie takie tycie, by rzucało się w oczy. Dziecko wspięło się po nim ostrożnie, ale zwinnie, na samą górę. Ukryła się wśród gałęzi i liści. I czekała…
Chwilę później zjawili się Predatorzy. Rozglądali się bacznie dookoła. Nic nie wskazywało na to, że coś się tu ukrywa, albo choćby tędy przebiegało.
- Pauk! Teraz żałuję, że nie sprawiłem sobie maski, która pozwala ci zobaczyć ślady… - przeklął mniejszy łowca.
- I tak to nie ma sensu. Za dużo tu roślinności, a ślady mogłyby należeć do zwierzęcych. – uznał większy.
- Co to mogło być? – zapytał mniejszy, spoglądając na drugiego spod maski.
- Wiem tyle, co ty. Nie mam pojęcia co, ale wydawało się duże… jak Xenomorph. – odparł większy i spojrzał w stronę mniejszego łowcy. Pod jego maską kryło się niezadowolenie i złość. – Teraz już go nie znajdziemy…
„Xenomorph… co on ma tu do rzeczy?” – myślała Natalie.
- Sam do nas przyjdzie… Powinniśmy zawiadomić resztę. – powiedział mniejszy i skinął na towarzysza, że zawracają.
Dziewczyna zeszła ostrożnie z drzewa. Była wykończona tym całym uciekaniem. Wcale nie miała ochoty by dalej iść. Znalazła sobie zacisze pod drzewem i tam postanowiła poczekać aż wróci do pełni sił…
Początek mnie powalił, zresztą zawsze mnie powala taka wizja, kochający Predator. Kochający człowieka, my też kochamy psy, koty i inne zwierzęta. A właśnie, czym był ten dziwny sen? Wizją? Chociaż pod wpływem stresu wszystko mogło się zdarzyć, z tego co mi wiadomo, Natalie nie spotkała jeszcze Xena, więc to wizja.
OdpowiedzUsuńByło parę nieskładnych zdań i piszemy stąd a nie z tąd, taki mały błędzik wyłapałam. Reszta cacy. I ja czekam, no wiesz, aż ją nakarmisz. Taki żarcik. Pozdrawiam Cię mocnościowato (moje słowotwórstwo).
Ah no popatrz.. Jak mi taki błąd mógł wyjść? Pojęcia nie mam. W każdym razie dzięki, poprawię go (jak go znajdę :D).
OdpowiedzUsuńHeh nakarmiłabym ją, gdyby ona tak bardzo się nie bała otruć mięsem ;) (żarcik :D), więc coś na pewno dostanie, ale trochę czasu jeszcze musi minąć :)
Co do kochających Predziów - takich lubię :D, i takich potrzebuję w moim opo, ale zdecydowanie wolę ich przeciwieństwo ;)
Pozdro.
Napisze krudko: Historia bardzo mi sie podoba, o by tak dajej. Te szczeguly mnie mecza. Z byt duzo tego (jak dla mnie). (Takie moje skromne zdanie) I na Pa'ya dlaczego bladynka??? I bladyni? Why? okay, bede wpadac codziennie ;)
OdpowiedzUsuń46 year old Software Consultant Isahella Vowell, hailing from Picton enjoys watching movies like "Rise & Fall of ECW, The" and Drama. Took a trip to Ha Long Bay and drives a A4. dowiedziec sie wiecej
OdpowiedzUsuń