Tak więc zamieszczam kolejną, przerobioną część.
____________________
2. Test
____________________
2. Test
Grupa niebieska zaczynała w samym środku lasu, co sprawiło drużynie trochę kłopotów...
- W którą stronę teraz? - zapytał lekko zgubiony James Fineman, który miał ponoć dowodzić całą grupą.
- Nie wiesz gdzie jesteśmy? Kiepski z ciebie dowódca. – uznał Alex Black, wysoki brunet o królewskich, błękitnych oczach.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie! – syknął blondyn.
- Miano dowódcy powinno należeć do tego dzieciaka, Natalie. Ta młoda suka przynajmniej wie gdzie jesteśmy, albo przynajmniej oriętuje się gdzie iść. Prawda mały szczeniaku? – rzekł Alex z wyraźną ironią w głosie. Nie lubił tej małej, jego zdaniem, „Nic nie znaczącej” dziewczynki.
Natalie odblokowała swojego M1A1 Carbine’a i namierzyła dowcipnisia w głowę, ale zamiast tego, wycelowała w okolicy jego obuwia. Pocisk trafił prosto przed butami mężczyzny, prawie je całkiem wypalając. Chłopak w ostatniej chwili odskoczył w tył, wpadając na drzewo, by potem twardo upaść na tyłek. Emily podeszła do zdezorientowanego bruneta.
- I pomyśleć, że ona musi marnować amunicję na takiego gnojka jak ty.
- Nie musi. – odezwał się Alex. – Ale i tak wolałbym zginąć od jej ręki, niż od twojej.
- Czyżby? - kobieta spytała ironicznie. – Ja zabijam bezboleśnie, tak, że nawet się nie zoriętujesz, że mam cię na celowniku. Zaś w przypadku Natalie, będziesz dobrze wiedział, że umierasz. – dodała, śmiejąc się, niby z dobrego żartu.
Rozmowę przerwał James, - Czy ktoś mi wreszcie, u licha, zasugeruje, w którą stronę powinniśmy iść? – spytał, zniecierpliwiony.
Alex wstał, miał już dość wtulania się plecami do pnia, a także grzania tyłka o mech. Westchnął ciężko i rzekł – Powinniśmy iść w stronę wschodu. – zaproponował, przewracając oczami.
- Nie na zachód! – wtrącił się Maitiú Úll, niski, przystojny brunet o piwnych, tajemniczych oczach.
Alex podszedł do niższego Maitiú tak, że ten musiał unieść głowę wysoko w górę, by spojrzeć brunetowi w oczy.
- Idź gdzie chcesz krasnalu, ale ja idę z grupą w stronę wschodu. – rzekł groźnym tonem.
- Żyrafa nie będzie mi rozkazywać! Idziemy w stronę zachodu! – zaprotestował niski brunet.
- Ach tak?! – krzyknął Alex i zrobił zamach ręką.
Obaj mężczyźni zaczęli się ze sobą nawzajem szarpać. „I tylko o to, że nie mogą się zdecydować w którą stronę iść. A oboje się mylą, powinniśmy iść na północ...” – Natalie szepnęła w myślach i spojrzała w ich stronę. Teraz to już się bili. „Zawsze o nic. To się nigdy nie skończy...” – pomyślała dziewczyna. Jak mówiła jej siostra – Alex i Maitiú zawsze kłócili się o byle gówno, a czasu mało...
Dziecko rozejrzało się dookoła. Drzewa, paprocie, trawa, mech... Znała te miejsca, uwielbiała spacerować po lesie. Jednak tutaj coś nie pasowało. Ta nieprzenikniona, osobliwa cisza... Ani jednego ptaka... Po prostu nic. Natalie podejrzewała coś. Tak, coś na pewno ich obserwuje. Zwierzę? Z pewnością nie. Człowiek? Też nie. Więc co..?
Dziewczyna przykucnęła i opuszkami palców delikatnie przejechała po glebie. Ziemia była lekko wilgotna i podeptana. Zauważyła świeży ślad jakiegoś nienormalnych rozmiarów buta. Nie należał on do nikogo z jej grupy, nikt nie nosił takich rozmiarów. Nawet sobie wysoki człowiek.
Dziecko poczuło delikatne drżenie pod stopami. Leciutki ruch przed nią. Jakieś 10m od niej. Coś nadchodziło... Natalie sięgnęła po M1A1 i wycelowała w najbliższe krzaki, skąd ruch pochodził. Krzaki otaczała dziwna mgiełka, podobna do tej, którą wcześniej widziała skrytą na drzewie. Namierzyła tamto miejsce „Przecież tam nic nie ma...” – stwierdziła, ale ciągle miała ten obszar namierzony.
Cień zaczyna się wolno i nieznacznie przesuwać w stronę dziewczyny. Dziecku wpadło coś do oka, musiała je przetrzeć. Natalie już chciała zaalarmować grupę o niebezpieczeństwie, gdy zobaczyła coś niezwykłego. Światło. Trzy kropki, niczym trzy lasery zmierzały w stronę dziewczynki z odległości pięciu metrów. „Co to?” – zastanawiała się. Trzy kropeczki ciągle zmierzały w stronę dziecka. I wtedy zobaczyła postać. Miała na sobie nieziemski kamuflaż, który załamuje światło – przez to była dla Natalie prawie niewidoczna. Oznaczało to, że to ‘coś’ pochodziło z zupełnie innego świata. W ułamek sekundy dziewczyna mogła postać dokładnie zmierzyć i ocenić, czy ma z tym ‘czymś’ jakieś szanse – „... Wzrost ponad dwa metry, waga na oko 300 funtów (funt – jednostka masy równa 0.5kg). Moje szanse równe są – minimalne. Cholera...”
Laser zatrzymał się na klatce piersiowej dziewczyny. Widziała, że to ‘coś’, czymkolwiek było, miało właśnie zamiar w nią strzelić.
- Padnij! – wydała komendę.
Alex i Maitiú przestali dyskutować, a Emily i James, jak oparzeni przykucnęli i przygotowali broń. Później dołączyli do nich dwóch brunetów. Dziewczynka w tym czasie szybko przeturlała się do drzewa, które stało po jej prawej stronie. Grupa poczęła strzelać we wskazanym przez dziecko kierunku. Postać zaczęła gorączkowo rozsadzać wszystko dookoła. Trafiała w drzewa, krzaki... w każde wolne miejsce... po prostu wszędzie. Ale miało już uciec. Natalie wzięła swój karabin, napakowała magazynek nabojami, ktore miała przypięte do spodni, odblokowała broń i szykowała się do ostatecznego strzału...
- Natalie! – wrzeszczała jej siostra, - Kryj się!
- Nie! Nie mogę was zostawić! – odkrzyknęła, była już gotowa, by wyjść zza drzewa i zadać napastnikowi ostateczny cios.
- Nie protestuj! Rób, co mówię! Uciekaj! Zginiesz! – rozkazała Emily, ale Natalie wyraźnie ją olewała, - NATALIE! – jęknęła jej siostra.
Dziewczynka jednym, płynnym ruchem wyszła zza drzewa, namierzyła intruza i wystrzeliła łuski jedna po drugiej, z krótkimi przerwami. Usłyszała glośny, krótki, ale przeraźliwy ryk. I cisza... Była pewna, że trafiła, ale czy skutecznie..? Wszystko milczało przez chwilę. Natalie już opuszczała broń, gdy zobaczyła zbliżający się ku niej, z niezwykłą prędkością, świetlisty pocisk. Padła szybko na ziemię, zabezpieczając jednocześnie broń, skręciła w prawo i poczołgała się najszybciej, jak umiała. Swojego M1A1 trzymała mocno w prawej ręce, „... w razie czego...”. Słyszała huk strzał. Karabiny i inne bajery oraz dziwną broń napastnika. Dziewczynka teraz musiała opuścić swoją grupę. W jej mniemaniu nie było to zbyt honorowe zachowanie, wręcz haniebne. Żołnierz nie postąpiłby tak. Ale chciała uciec, przeżyć. Ba! A kto by nie chciał? Ale to jej siostra nakazała jej uciekać, więc wykonała rozkaz.
Z czołgania przeszła na kucki. Obejrzała się za siebie i przeszła do pozycji prostej. Zaczęła biec, nie oglądając się już za siebie. Biegła i bolały ją nogi z wyczerpania, wiedziała, że nie pociągnie dłużej, ale nie przestawała. Musiała poczuć się bezpiecznie, znaleźć się na odpowieniej odległości. W pośpiechu szukała schronienia. „Najlepiej jakaś pusta nora! Pusta nora, pusta nora. Pusta nora...” – powtarzała, „Jest!”.
Natalie zobaczyła ciemną norkę. W biegu wślizgnęła się do niej, przy czym zdzierając sobie kolano o ostry kamień. Nora pozornie wydawała się dość małą dziurką, mimo iż dwumetrowy mężczyzna mógłby się w nią spokojnie zmieścić. A tak na prawdę była dość duża, głęboka. Dziecko ciężko mogło cokolwiek zobaczyć. W norze było dziwnie ciemno, a światło z dworu blokowało wszystko. Dziewczynka weszła trochę głębiej, uważając na broń. Po kilku metrach zdecydowała się już dalej nie ruszać. Schowała się za jakimś dużym głazem. Myślała o Emily... Jej myśli błądziły po różnych scenariuszach, każde kończące się śmiercią Emily. Ale jej serce ciągle podpowiadało – „Ona żyje”. Natalie była wykończona. Bolała ją głowa, nogi, ręce bardzo się trzęsły, oczy zamykały się same... Dziecko musiało je co chwila otwierać, by nie zasnąć, ale męczyła się tym jeszcze bardziej. Coś nagle szepnęło jej dosłownie nad uchem –
- Śpij. Nie skrzywdzę cię.
Był to bardzo niski głos i brzmiał jakoś nieludzko. Ale był on przyjemny, kojący każdy ból... Natalie poczuła czyjś ciepły oddech na szyji i troszkę na lewym policzku.
- Nie bój się, śpij. – usłyszała znowu po kilku sekundach.
Tym razem to podziałało na dziewczynkę jak jakaś hipnoza... Ułożyła się najwygodniej jak mogła na podłożu, przewróciła na lewy bok, zostawiła broń w pobliżu i zamknęła oczy. Po chwili poczuła wyraźnie, jak ktoś kładzie się obok niej za plecami i trzyma ją mocno w ramionach. To było takie miłe, ciepłe uczucie... Niby ten, co ją obejmował sprawiał wrażenie opiekuńczego. Natalie poczuła się bezpiecznie. Zapomniała o napastniku w lesie i o innych niebezpieczeństwach. Dziewczyna zasnęła.
*
Dziecko zasnęło szybciej niż myślał. Nie sądził, że dziewczynka poczuje się tak bezpiecznie i po prostu zaśnie. I tu był jej błąd. Nie wiedziała, że niebezpieczeństwo siedziało tuż za jej plecami – Łowca z kosmosu, Yautja, który wytropił i wybił całą jej grupkę, łącznie z jej siostrą.
- Nt’li. – próbował wymówić jej imię, - Nat’lie. – trudził się, - Natalie. – w końcu zaakcentował jej imię prawidłowo. – Więc tak masz na imię, Natalie... – dodał szorstkim głosem w swoim ciężkim, trudnym języku.
Upewnił się, że dziecko mocno śpi, a dla pewności, wyciągnął jakąś fiolkę, przywiązaną do pasa. W środku znajdował się świecący, purpurowy płyn.
- Będziesz spała długo. Nie mogę pozwolić, byś obudziła się w drodze do statku. – i wlał kilka kropel do ust dziecka, po czym przywiązał fiolkę z powrotem. Wziął dziewczynkę na ręce, razem z jej karabinem, przytrzymał mocno do piersi i opuścił ciemną norę.
**
Tymczasem, do bazy wróciła grupa Czerwona. Jednak nie wszyscy... Było ich tylko trzech z pięciu, z Nicholas’em na czele. Zdawali się uciekać. Tylko przed czym..?
- Co do licha? – ‘Generał’ był całkiem zdezorientowany przebiegiem sytuacji, dodatkowo kazał żołnierzom nie krzywdzić dziewczynki, ale nie wróciła z nimi...
Nicholas szybko podbiegł do dowódcy, chciał wyjaśnić całą sprawę. Lecz za nim mógł cokolwiek powiedzieć Jack złapał go za gardło i zaczął powoli dusić.
- Gdzie ona jest?! – padło pierwsze pytanie. – Dlaczego nie jest z wami? Kazałem wam nie robić jej krzywdy! – dodał, krzycząc i zacisnął mocniej dłoń na krtani chłopa.
- N-nie ma... je-ej s-sir... – odparł Nicholas, krztusił się, przełykając własną krew. – Ni-ie m-mogliśmy jej zna-aleźć s-sir.
- Nie ma?! Nie mogliście jej żołnierzu znaleźć?! Gdzie ona jest?! I gdzie jest reszta?! – mężczyzna zacisnął jeszcze mocniej dłoń na gardle Nicholas’a, tak, że ten mógł ledwo oddychać. – GDZIE ONI SĄ?!
- Nie m-mam po-ojęcia Generale! Znaleźliśmy t-tylko ciała je-ej siostry, Alex’a, Maitiú i James’a. – Nicholas począł się cały wyrywać, by uwolnić się od silnego uścisku dłoni zastępcy Generała. Na próżno, więc dokończył, póki miał jeszcze dech w płucach. – N-nic więcej sir. Później zniknęli na-am Eric i Chris. Prawd-dopodobnie nie ż-żyją. – Na te słowa Jack puścił mężczyznę. Chłopak upadł ciężko na ziemię, starając się złapać oddech. Lee przyglądał się przez chwilę pozostałym towarzyszom Nicholas’a. Na ich twarzach widniało przerażenie, a głęboko w sercach, choć tego nie widział, strach.
- Coś tam było... – wydyszał Nicholas. – I to zabrało Eric’a i Chrisa.
- Co tam było? – zastępca odwrócił się w stronę leżącego jeszcze na ziemi, Nicholas’a. On nie odpowiadał. Jakby błądził gdzieś daleko myślami. Gdzieś, gdzie stworzenie ludzkie na pewno nie chce się znaleźć...
- Co to było? – powtórzył pytanie Lee. – Huston..?
Nicholas pozostał w bezruchu. Jedynie posłał Jack’owi mordercze, jednocześnie wystraszone spojrzenie. Po czym rzekł – Nie jestem pewien sir...