20 lipca 2011

Zawieszenie bloga

Niestety moi kochani, jestem zmuszona zawiesić bloga, aż do czasu kiedy mój laptop wróci z naprawy, gdyż tam właśnie, znajdowało się całe opowiadanie. Przepraszam za długie nie odzywanie się, no ale już tak jakoś wyszło...

I z przykrością stwierdzam, że coraz mniej widać jakiejś działalności w blogach o Predatorach/Yautja. Czytelnicy wyłamują się, a autor ma od 2-miesięcznej do 6-miesięcznej dziury pomiędzy każdym rozdziałem. Torchę szkoda, ale kiedy dostanę laptop z powrotem, to obiecuję, że będzie ciąg dalszy.

Papa!

02 maja 2011

5. Zwidy?

          Natalie była wyczerpana, ale nie mogła zasnąć, musiała czuwać. Coś jednak sprawiało, że czuła się nienormalnie sennie… Kiedyś już miała takie uczucie, i to całkiem niedawno. Dziewczynie wydawało się, że znowu słyszy te same słowa, te same szepty, które prawdopodobnie były przyczyną tego, że była tu, a nie na Ziemi…
Dziecko ledwo mogło cokolwiek zobaczyć. Czuła jak energia ją opuszcza. „Zmęczenie, bezradność, wyczerpanie…” – w jej głowie snuły się rozmaite słowa określające ‘słabość’. Widziała też obrazy, przedstawiały one ją samą, walczącą z Predatorami, jakimiś czarnymi jaszczurami… - „Widziałam je we śnie…” – i… z ludźmi. Nie to się nie zgadzało… z ludźmi? A skąd ludzie na tej planecie?
Senność. Z jej oczu roniły się łzy. Musiała je zamknąć, odpocząć, przespać się… ale nie mogła. Nie mogła sobie pozwolić na sen, nie w takiej chwili. Jeśli tamten budynek faktycznie był bazą, to musiały tu być jakieś patrole-obszarówki. Czyli łowcy z niezłym wyposażeniem „Działka plazmowe, mini komputery, ostrza nadgarstkowe, noże i inne zabawki… no po prostu super.” – Natalie nie była tym zachwycona. Jedyną broń, jaką posiadała był M1… nóż się nie liczył, był zbyt mały, w porównaniu do tych wielkich półmetrowych noży…
Powieki dziewczyny już miały się zamknąć, ale tak się nie stało. Jej oczy zalały się wodą, a dziecko nie miało tyle energii by je przetrzeć. Była już prawie ślepa od łez. Nagle na tle zielonych drzew pojawiła się ciemna postać. Natalie uznała to za jakąś ‘plamę’. Dziecko nie mogło wiele zobaczyć. Jej umysł musiał się ponownie zregenerować i nabrać sił, a ciało namawiało go do posłuszeństwa. Kształt przybliża się wolnym krokiem do dziewczynki na odległość trzech metrów. Natalie próbuje skupić wzrok na tej ciemnej ‘plamie’ i mruży oczy. Wyostrzyło to trochę jej wzrok, ale dziecko nadal nie widzi sylwetki tego ‘kogoś’. Postać jest już metr od niej. Wygląda jak dwumetrowy człowiek. Nie, to musi być Predator. Już ją ktoś znalazł, nie będzie miała jakichkolwiek szans, to koniec. Natalie zamyka oczy. Łzy przestają wydobywać się z jej powiek, nie otwiera ich. Dziewczynka czeka, aż dostanie jakimś pociskiem w głowę, albo jakaś włócznia przeszyje jej brzuch na wylot. Słyszała jak łowca kuca. Na twarzy czuła zimny oddech, była pewna, że zaraz zginie.
*
          Yautja przyglądał się dziewczynce z zainteresowaniem. Nigdy wcześniej nie spotał się z takim zachowaniem u ludzi. Akceptacja przegranej, akceptacja śmierci… Takie wrażenie stawiała twarz dziecka. Nie chciał jej zabić, chciał tylko sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku, chciał popatrzeć. On ją tu ściągnął i on musiał jej pilnować. Nie było to łatwe zadanie. Dżungla była domem wielu zwierząt, które mogłyby wyrządzić krzywdę dziecku. Czemu ją tu zabrał? Czy była godnym przeciwnikiem, wyzwaniem? Z pewnością, ale dla niego była oomańskim szczenięciem, nie można mu wyrządzić krzywdy. Była słaba, niewiele warta uwagi. I tu tkwił jego błąd, błąd każdego, kto widzi to dziecko po raz pierwszy. Nie była słaba i jak najbardziej była warta uwagi. Tylko szkoda, że łowca o tym nie wiedział…
Predator spojrzał na dziewczynę. „C’jit!”  - przeklął w myślach. „Co teraz? Pokażę się z tym bachorem i oboje będziemy mieli kłopoty… I to mi się najbardziej oberwie, bo zabiłem jej siostrę i sprowadziłem ją tutaj. Pauk! Będę musiał jej uważnie pilnować, by nikt jej nie znalazł… A Luar-ke i Dekna prawie by jej nie odkryli…” – przeraził się.
          Mini komputer łowcy zaświecił się czerwonym światełkiem i począł cichutko pikać przez pierwsze dziesięć sekund, potem Yautja wcisnął jeden z guzików, by to wyłączyć. Wzywali go w jakiejś konkretnej, ważnej sprawie. Nie mógł dłużej zostać z dzieckiem „Później ciebie znajdę…”. Wstał. Obejrzał się za nią, włączył kamuflaż i poszedł swoją drogą.
*
          Przez chwilę czuła zimny oddech Predator’a. Mogłaby też przysiąc, że ten się jej uważnie przyglądał, czuła jak pot spływa z każdej części jej ciała, jak jej twarz rumieni się… Niby jego wzrok mógłby ją całą podpalić. Zginie, była głupia. Uciekła ze statku, nie myśląc o konsekwencjach „Jak można być tak bezmyślnym?”. Chwilę później zrobiło jej się zimno. Dziewczyna otworzyła oczy, a teraz już miała siłę by je przetrzeć. Spodziewała się zobaczyć napastnika, ale już go nie było… Czarna ‘plama’ tak jak z nikąd się pojawiła, tak gdzieś się rozmyła wśród zieleni. Jakby Predator tak po prostu odpuścił. Pogapił się na nią chwilę i odpuścił? „Co do licha? Zdawało mi się?”. Nie było to normalne. Poprzednia dwójka ruszyła za nią i wcale nie chciała odpuścić, a teraz? Ten ją widział, podszedł bardzo bliko niej i się zmył… „Musiało mi się tylko przewidzieć…” uznała Natalie, choć nie mogła tego w pełni zaakceptować.
          Nie mogła liczyć na czyjąś pomoc, musiała radzić sobie sama. To było wyzwanie, o wiele trudniejsze niż taki ‘teścik’, którego i tak nie ukończyła… ale to było coś innego. Prawdziwy test, który można zdać jedynie uchodząc z życiem. Pierwszym krokiem było znaleźć sobie dobrą kryjówkę, a nawet kilka… ale nie w tym miejscu. Zbyt blisko bazy i zbyt blisko zagrożenia. „A może gdyby tak głębiej zejść w dżunglę? Poznać trochę terenu?” taki pomysł najbardziej jej odpowiadał.
Dziewczyna wstała, rozejrzała się. Żadnego zwierzęcia, ni ptaka. Głucha cisza. Wiatr wiał prosto w jej twarz. Zapach roślin wabił ją głębiej w las. Wzięła głęboki oddech i pobiegła prosto przed siebie. Tam było to, czego szukała, schronienie.
**
          Zastępca Generała nigdy nie sądził, że do czegoś takiego dojdzie. Stracił przynajmniej sześciu wspaniałych żołnierzy, a co gorsza, Natalie w tej sytuacji też mogła być już martwa. „Ale w takim razie gdzie podziało się jej ciało..? I jak do tego doszło..?”.
- Co się tam dokładnie wydarzyło, Huston? – po chwili zadał pytanie Lee, widząc, że Nicholas oddycha już ustabilizowanym, spokojniejszym tępem.
On nie odpowiadał. Stał i gapił się w nicość, która była wszędzie. Błądził myślami, zaglądał we wspomnienia... „Łowca, drapieżnik, obcy...”.
- Nicholas..? – zapytał ponownie Lee, ale chłopak nadal milczał. – Nicholas! Ocknij się do diabła! – i dał mu solidnego liścia w gębę.
Wtedy mężczyzna się ocknął. Podparł się ściany i spojrzał Jack’owi w oczy.
- Co się stało? – powtórzył pytanie Lee.
Huston przyjrzał się zastępcy dokładnie. Za jego plecami czaiła się dziwna mgiełka...
- Generale! To COŚ jest za panem! Niech pan ucieka! – zawołał jeden z towarzyszy Nicholas’a, Billy, łapiąc za swojego M1A1. Drugi towarzysz, Lukas, pociągnął Billy’iego za ramię, odsuwając kumpla jak najdalej od tamtego miejsca, a samemu wpychając się na przód. Nicholas zrobił kilka szybkich kroków w tył, chwycił to, co miał przy sobie i wymierzył w głowę Generała.
- Proszę mi wybaczyć Generale... – zaczął Nicholas, powstrzymując w sobie strach. Jego serce biło niezwykle szybko, w stresie i w obawie, że zaraz przestanie bić.
- Co jest za mną?! – zawołał w agonii Lee, ale było już za późno... Chłopak odwrócił się, zdołał jedynie zobaczyć żółte, świecące oczy maski kosmity, nim błękitny pocisk przeszył jego brzuch. Ciało mężczyzny eksplodowało, rospryskując krwią dookoła z której kilka kropel wylądowało na twarzy Lukas’a.
- Kurwa! Spieprzajmy stąd! – zawołał Billy i popędził przed siebie, a za nim Nicholas i Lukas.
Drogę zastąpił im jeden z pozostałych żołnierzy szkolących się w bazie. Klęczał na podłodze, błagając i modląc się o coś.
- Co się dzieje? – zapytał Nicholas, podbiegając do proszącego człowieka i przysiadł przy nim.
- Nie! – zawołał tamten, – Nie zabijaj mnie! Nie! – skrył swoją twarz w rękach, jakoby miało to w jakikolwiek sposób pomóc.
Nicholas obejrzał sobie skulonego mężczyznę z góry do dołu. Mógł doskonale zobaczyć łzy pomiędzy szparami jego palców, jego mundur i twarz były przesiąknięte zeschłą krwią, jednak nie wiedział, czy to była jego krew, czy kogoś innego. Nicholas spojrzał w stronę swoich kompanów, przerażony.
- On... on... – chłopak jąkał się chwilę, po czym dokończył. – To zabiło innych.
- Co? – niezrozumiał Nicholas, – Jak? – padło pytanie, mężczyzna nie rozumiał jak to mogło się stać. Skurwysyn nie mógł się rozdwoić! Jedna, jedyna opcja to tylko ta, że matkojebca nie był sam...
Nie uzyskał jednak odpowiedzi. Żołnierz opadł bezwładnie głową na kolana Nicholas’a i już nie wstał. Na plecach mężczyzny płynęła sobie szersza strużka krwi, której jego szyja była źródłem.
- Choć Tough One, jego rany są zbyt głębokie, karetka i szpital tu nic nie wskórają.
- Czym to gówno u licha jest? – westchnął Nicholas i pobiegł, chciał jak najszybciej stąd uciec.
Lukas przyglądał się jeszcze martwemu żołnierzowi, kiedy coś zaszeleściło w krzakach. Mężczyzna chciał sprawdzić co to dokładnie było. Podszedł do roślin powoli, ale kiedy już miał się przekonać, co wywołało szelest, coś chwyciło go w karku i rzuciło o najbliższe drzewo z taką siłą, że Lukas o mało nie stracił przytomności. Z oczu ciekła mu woda, ale doskonale widział co go otaczało. I wtedy się przeraził. Z gęstych gałęzi pobliskich drzew wisiały dziesiątki oskórowanych zwłok kobiet i mężczyzn, ociekające świeżą krwią. Poznał, że to zwłoki żołnierzy. Zaskomlał cicho ze strachu, brzmiało to jak cienki pisk małej, przerażonej dziewczynki, gdy znajdzie małego pajączka pod łóżeczkiem. Później zobaczył swój koszmar. Łowca w masce ukazał swoją obecność, wyłaniając się z pustej przestrzeni.
- Pomocy! – wołał młody żołnierz, mając nadzieję, że jego dwaj kumple zawrócą i zabiją to kosmiczne paskudztwo. Ale nic, nikt nie odpowiadał, nikt nie przybiegał. – Pomocy! – zawołał raz jeszcze, o wiele głośniej niż poprzednio, myśląc, że ktoś go jednak usłyszy.
          Nicholas i Billy nie uciekli za daleko, gdy spostrzegli się, że ich przyjaciel im nie towarzyszy.
- Lukas! – zawołał Nicholas, przestraszony i niezadowolony z przebiegu sytuacji. – Lukas!
Odpowiedział mu ryk zmieszany z płaczem, błagalny, proszący się o pomoc.
- Lukas! – krzyknął Billy. – Gdzie jesteś? Zaraz tam będziemy!
Jeszcze jeden ryk z oddali. Ale ten był pełen bólu, przerażenia i cierpienia. A potem cisza...
- Nie pomożemy mu już. – zaczął Nicholas.
- Zróbmy coś! Nie możemy go tam tak zostawić! – protestował Billy.
- Nie dobiegniemy tam zanim nastąpi zgon. Musimy go zostawić! – Tough One mocno pociągnął kolegę za ramię, kierując go za sobą.
- Nie podoba mi się to... – jęknął Billy. Przez moment patrzył w stronę, z której ostatni raz usłyszał głos swojego, prawdopodobnie już konającego, komrada, - Nie podoba mi się to... – powtórzył.

09 kwietnia 2011

Nowości

Założyłam dwa nowe blogi na Blogspocie:
Oficjalny - Topxxy7 Official Blog gdzie będę spędzać najwięcej czasu, aktualizacje, wiadomości dotyczące innych blogów, itp. (+ może pamiętnik).
Art - Art by Topxxy7 gdzie pojawią się moje prace artystyczne, oczywiście :)

Tak więc zapraszam na poszczególne blogi, zwłaszcza na Oficjalnego, gdzie najwięcej będzie się działo ;)

24 marca 2011

4. Ucieczka


                Głęboki sen ogarnął dziewczynę. Nie był to jednak normalny sen. Jej mózg nieświadomie zaczął wytwarzać wizje i jakieś zarywki pamięci…
*
                Upalny, wiosenny dzień. Słońce wisiało wysoko na niebie. Mała, niewinna dziesięciolatka biegała sobie po łące, niczym się nie martwiąc.
- Natalie… – wabił ją głos z daleka.
- Mama? – zawołała dziewczyna, słysząc to wołanie. Wyciągnęła ręce w kierunku, skąd wydobywał się głos. – Gdzie jesteś? – cisza, głos nie odpowiadał. – Mamo..? Mamo! – dziecko zapłakało. Dziewczynka mocno ścisnęła swojego bielutkiego, puchatego miśka, którego trzymała w lewej ręce, zaś w drugiej spoczywał jej karabin.
- Natalie… – jakiś dziwny, męski i nieludzki głos szepnął jej za plecami.
Dziewczynka odwróciła się na pięcie. Przed nią stał wysoki mężczyzna w masce. Nosił zbroję na sobie, a wyposażony był w ostrza nadgarstkowe i włócznię. Jeden, drobny ruch dłoni sprawił, że jego ostrza wysunęły się. Zrobił zamach ręką… Mała wystraszyła się, upuściła misia i wymierzyła w napastnika. Ostrza jednak nie trafiły w dziecko. Przebiły na wylot czarnego jaszczura, który niespostrzeżony przez dziewczynkę stał za nią, jego szczęki wewnętrzne już miały wbić się w tył jej głowy, gdyby nie łowca w masce…
- Yautja! – Natalie zawołała radośnie i wbiegła w jego silne, umięśnione ramiona. Predator przytulił ją, gdy zauważył, że stwór ciągle się porusza… Za późno. Jaszczur ostatnim tchem spluł w dziecko żrącym kwasem, potem padł martwy na ziemię.
Dziewczyna opadła bezwładnie w ramionach łowcy upuszczając broń, zapłakała po czym pocałowała jego maskę, - Dziękuję. – rzekła.
Predator wtulił dziecko mocno do swojej piersi, nie chciał by go opuściła. Była dla niego jak córka.
- Nie zostawię cię tu. – powiedział z żalem w głosie.
Krew, która wydobywała się z pleców dziewczyny teraz leciała szerszym strumyczkiem. Natalie ostatkami sił wtuliła się mocniej w gors łowcy. Potem nastała ciemność. Ale nie umarła…
**
                Natalie ocknęła się, kompletnie zdezorientowana, gwałtownie otwierając oczy . To był koszmar. Nagle usłyszała burczenie własnego brzucha… Była głodna i zmęczona, mimo, że czuła się jakby właśnie przespała pełne dwa dni. Widziała drobny strumyczek światła przez jakąś malutką szparkę, która znajdowała się kilka centymetrów nad nią. To gwarantowało, że ciągle znajdowała się w pudle. Dziewczyna wyszła ze skrzyni. I wtedy poczuła mrowienie na całym ciele, kiedy postawiła nogę na podłożu. Musiała nieźle ścierpnąć w ciągu tych długich godzin. Zapomniała o karabinie. Wyciągnęła go ostrożnie ze skrzyni, czując przerażający ból na całej sobie. Chwyciła go i przewiesiła przez ramię. Skierowała się w stronę wyjścia, mając M1 w pogotowiu. Właz otworzył się kiedy Natalie znalazła się metr przed nim. Wystawiła prawą nogę na korytarz, lewa wciąż spoczywała w ładowni. Usłyszała cichy szmer. Raptem chwyciła swoją broń i odruchowo skierowała jej czubek ku górze, celując gdzieś w ścianę. Nic. Nikogo nie było. Dziecko opuściło karabin uśmiechając się ironicznie do samej siebie. „Ale jestem głupia…” – mówiła w myślach. Znowu jakiś szmer, tym razem znacznie bliżej, niby to, co go wywołało było kilka metrów od niej. Dziewczyna znów uniosła M1 w górę, tym razem stokrotnie szybciej niż poprzednio. Kręciła się niespokojnie dookoła, rozglądając się za przeciwnikiem, namierzając każdy kąt… Zobaczyła coś. Kilka metrów od niej. „Musi tam coś być…”. Przestrzeń była jakaś dziwna w tym miejscu. Natalie zdawało się, że widzi jakąś mgłę dziwnego kształtu… Tą samą, którą widziała na drzewie i tą samą, co widziała w krzakach, zanim zaatakował ją i jej grupę ten ‘Kosmiczny Łowca’.
Odblokowała broń. Miała już strzelić w tamtym kierunku, ale się rozmyśliła… „Może mi się to tylko wydaje? Może niczego tam jednak nie ma?…” Dziewczyna pozwoliła swoim myślom przejąć górę. Nie mogła ryzykować. Nie mogla robić hałasu tylko po to, by przekonać się, że jej pociski przeszywają jedynie powietrze. Ciągnęło to też za sobą pewne ryzyko. Ktoś mógłby to usłyszeć. Dziewczyna była słaba. Nie chciało jej się walczyć z jakimiś istotami, które i tak miały lepszy sprzęt niż ona, były większe, cięższe, silniejsze… I miały przewagę liczebną. Nie miałaby z nimi żadnych szans.
                Ruszyła lewą stroną korytarza, nie rozglądając się już. Trzymała karabin w lewej ręce, by w razie czego go użyć. Dziecko miało dużo naboji, ale tak czy inaczej musiała je oszczędzać. Na pewno nie mogła sobie pozwolić na marnowanie ich na byle co. Nie wiedziała kiedy się stąd wydostanie i czy w ogóle… Szukała odpowiedzi na pytanie, ktore dręczyło ją już od samego początku „Jak ja się tu dostałam?”.
                Światło. Ogromna, oślepiająca smuga światła. Dosłownie kilka metrów przed nią. Dziewczyna zasłoniła oczy wolną ręką. W tym miejscu powinno się znajdować wyjście… „Wyjście! Otwarty właz!” – Natalie aż podskoczyła z radości na myśl o tym, że mogłaby się z tąd jakoś wydostać, wyjść ze statku, uciec. Dziecko podeszło bliżej. Jaskrawe światło poczęło się chować. Dziewczyna ujrzała jakąś niezwykłą budowlę. Wyglądem przypominała miniaturową piramidę. Była faktycznie niewielka i niczym się nie wyróżniała. Natalie mogła ją porównać do zwykłych domów na Ziemi, tylko inny ‘styl’. Jednakowoż, to nie mógł być dom. To raczej przypominało jakąś bazę. Dookoła rosły drzewa, dzicz, prawdziwa dżungla. To było wspaniałe miejsce, idealne jako kryjówka.
Dziewczyna już miała postawić nogę w przód, w celu wyjścia. Ale spostrzegła dwóch rozmawiających ze sobą Predatorów. Dziecko szybko się cofnęło. Natalie przykucnęła. Namierzyła M1 w jednego z nich. Uznała jednak, że to nie byłby najlepszy pomysł. Zrobiłaby niezłe zamieszanie i sytuacja pogorszyłaby się. Ale nie mogla zostać na statku, musiała ucieć, daleko od tych istot. Dziewczyna postanowiła poczekać na odpowiedzni moment, wystarczyło tylko to, jak Predatorzy odwrócą się… W tym czasie mogła podsłuchać, o czym oni mówią. Nie uważała, że byłaby w stanie ich zrozumieć. Oni nie byli z Ziemi, więc jakim trafem mogliby mówić jej językiem… Ale może byli świadomi jej obecności na pokładzie? Może wiedzieli, że ona tu jest?
- Czy przywieźliście towar, o który was prosiłem? – zapytał jeden z nich. Był to duży, szczupły osobnik, o żółtawym odcieniu skóry i czarnymi centkami.
- Tak, wszystko mamy w ładowni. – odparł drugi, mniejszy niż ten poprzedni. Trochę grubszy koleś o zielonkawym odcieniu skóry, mieszającym się z pomarańczowym.
- Nie było żadnych problemów? – zainteresował się większy.
- Ogółem nie. Ale… coś było na pokładzie…
Większy spojrzał na drugiego z niepokojem.
- Żadnych kłopotów, tak? Mimo, że coś było na pokładzie?! – jego twarz skrywała maska, ale każdy mógł zobaczyć te wściekłe, małe, żółte oczyska…
Mniejszy spuścił tylko głowę, nie odzywając się.
- A co to było, tak dokładnie? – dopytywał się.
- Nh’aak uznał, że to coś było rozmiarów dorosłego Xenomorph’a, ale nikt nie był tego do końca pewny, co do tego… - tłumaczył się drugi, podnosząc głowę. – Więc wysłali mnie bym to sprawdził, jednak niczego szczególnego nie znalazłem, coś musiało się Nh’aako’wi przewidzieć…
- W sumie dobrze… Nie chcielibyście mieć gościa na pokładzie. – zażartował sobie większy.
Natalie dobrze wiedziała, że porozumiewali się w zupełnie obcym jej języku, ale coś sprawiało, że rozumiała większość słów. Przerażało ją to, ale to była jedynie korzyść. „Xenomorph… Co to u licha jest?” dziewczyna mogła jedynie wywnioskować, że to jakieś zwierzę. Ale co to dokładnie było? Tego jeszcze się nie domyśliła…
Predatorzy odwrócili się tyłem do Natalie i zmierzali w stronę bazy. Ależ to była świetna okazja… idealny moment. Dziewczyna zawiesiła broń na lewe ramię i pomknęła przed siebie tak prędko, jak tylko mogła. Dopiero chwilę później zrozumiała, że to nie była najlepsza pora na ucieczkę… Dookoła bazy-piramidy były zamontowane czujniki, reagujące na nagły ruch, a do nich podoczpiane były jakieś działka. Czujniki natychmiast wykryły ruch z konkretnej strony. Zaczęły dotkliwie głośno pikać, a potem działka poczęły strzelać w konkretnym kierunku. Obaj łowcy słysząc ten alarm zaczęli biec w stronę dział. Jeden z nich wyciągnął włócznię, drugi wyjątkowo duży dysk. I ruszyli w kierunku, w którym strzelały działa.
Natalie pędziła ile sił w nogach. Wiedziała, że została postrzeżona. Strzelało w nią ponad dziesięć dział i nie było czasu na zastanawianie się nad jakimiś bzdurami. Za nią ścigało dwóch zdezorientowanych, ale wściekłych Predatorów. Dziewczyna, nie myśląc za wiele, pomknęła do lasu. Biegła i biegła, mimo zmęczenia musiała się ścigać w wyścigu o życie i wygrać… Skręcała w każde odpowiednie miejsce, szukając jakiejś dowolnej, ale dobrej kryjówki. Łowcy okazali się być o wiele wolniejsi niż ona, dzięki czemu dziewczyna zyskała parę dodatkowych minut. Nie mogła znaleźć odpowiedniego schronienia… Nic nie mogła w tej sytuacji zrobić. Mogłaby biec póki ścigający ją łowcy nie zgubią lub zmęczą się… albo ona się zmęczy… Nie, na to nie mogła pozwolić. Rozejrzała się błagalnie dookoła. Drzewa. Tak, duże, wielkie drzewa. To było właśnie to, czego potrzebowała. Wystarczyło jej tylko mniejsze drzewko, na ktore mogłaby się wspiąć. Jest. Małe, ale nie takie tycie, by rzucało się w oczy. Dziecko wspięło się po nim ostrożnie, ale zwinnie, na samą górę. Ukryła się wśród gałęzi i liści. I czekała…
Chwilę później zjawili się Predatorzy. Rozglądali się bacznie dookoła. Nic nie wskazywało na to, że coś się tu ukrywa, albo choćby tędy przebiegało.
- Pauk! Teraz żałuję, że nie sprawiłem sobie maski, która pozwala ci zobaczyć ślady… - przeklął mniejszy łowca.
- I tak to nie ma sensu. Za dużo tu roślinności, a ślady mogłyby należeć do zwierzęcych. – uznał większy.
- Co to mogło być? – zapytał mniejszy, spoglądając na drugiego spod maski.
- Wiem tyle, co ty. Nie mam pojęcia co, ale wydawało się duże… jak Xenomorph. – odparł większy i spojrzał w stronę mniejszego łowcy. Pod jego maską kryło się niezadowolenie i złość. – Teraz już go nie znajdziemy…
Xenomorph… co on ma tu do rzeczy?” – myślała Natalie.
- Sam do nas przyjdzie… Powinniśmy zawiadomić resztę. – powiedział mniejszy i skinął na towarzysza, że zawracają.
Dziewczyna zeszła ostrożnie z drzewa. Była wykończona tym całym uciekaniem. Wcale nie miała ochoty by dalej iść. Znalazła sobie zacisze pod drzewem i tam postanowiła poczekać aż wróci do pełni sił…

27 lutego 2011

3. Przebudzenie

3. Przebudzenie



                Natalie ocknęła się jakoś pół godziny później. „Karabin! Gdzie on się podział?”, próbowała po omacku znaleźć swoją zgubę. „Nie ma, nie ma... Jest!”. Jej M1 leżał tuż obok jej prawej ręki. Dziewczyna leżała gdzieś, gdzie oczywiście nie powinna być. Usiadła i próbowała przywołać swoją pamięć do porządku. Starała się dokładnie określić swoją pozycję, miejsce w którym się znajdowała, ale na próżno. Dziecko otaczała wielka, nieprzenikniona ciemność. Natalie rozglądała się uważnie, szukając najmniejszego strumienia światła, wyjścia, jej wybawienie. Czuła ruch, lekkie drżenie podłoża. Wydawało jej się, że gleba, na której siedziała minimalnie porusza się w jakąś stronę. Dziecko wstało. Jej oczy były już przyzwyczajone do tej okrutnej, czarnej ciemności, w której się znajdowała, ale mrok ciągle ogarniał jej oczy, nie mogła wiele zobaczyć... Za nią była ściana, znak, że ciągle znajdowała się w jakimś mniej określonym pomieszczeniu. Dziewczyna przyłożyła ręce do ściany i zaczęła przesuwać się w lewo, by zbadać jej długość. Jednocześnie przyłożyła swoje prawe ucho i nasłuchiwała czy skądś zza ściany nie wydobywa się czyichś głos, ale słyszała tylko cichy, głuchy szum. Ściana była równiusieńka, gładka, żadnych górek lub dołków, jak normalna ściana domu z tym wyjątkiem, że zamiast drewna, bądź cegły przypominała metal w dotyku.
- Szyba..? Co ja robię w norze z metalowymi ścianami, huh? Gdzie jestem..?
Zaczęło ją to irytować, jednocześnie przerażać. Wiedziała, że wlazła głęboko do ogromnej nory, a nory nigdy nie mają równych, gładkich ścian. Przypomniała sobie właśnie, co się stało zanim zasnęła... Ktoś był przy niej. Ale kto? Jeśli był to ten napastnik, który zaskoczył ją w lesie... Nie chciała o tym myśleć, ale czarne obrazy same snuły się po jej głowie... Dobrze pamiętała słowa tego ‘kogoś’ – „... nie skrzywdzę cię...”, „... nie skrzywdzę...”, „... nie...” i co kilka sekund powtarzało się to samo.
                Przed oczami Natalie ukazał się maleńki, prawie niewidoczny strumyk światła. Wydobywał się on ze ściany, którą właśnie badała. Dziewczyna podeszła bliżej, by się temu przyjrzeć. I ku jej zdumieniu było to malutkie, niewielkie okienko. Natalie była zaskoczona takim znaleziskiem, ale jeszcze bardziej była zaskoczona, kiedy przez nie wyjrzała. Wyraźnie widziała maluteńkie Słoneczko w oddali, na wielkim, czarnym tle. Ale nienormalnie maleńkie Słońce nie było tym, co naprawdę przyciągnęło uwagę dziecka. Była to ogromna kula z jej wspaniałymi pierścieniami dookoła niej. Natalie mogła to przypisać tylko do jednej, jedynej rzeczy jaką znała – planeta Saturn z jej pięknymi pierścieniami i z kilkoma księżycami dookoła. To wszystko było cudowne, ale i straszne. Natalie wlaśnie oddalała się od Saturna, a nie mogło minąć więcej niż trzy godziny od czasu, kiedy zasnęła.
- O ku... – zaczęła, ale umilkła zanim powiedziała całość... – rde. – dodała.
Dziewczyna już mniej-więcej była pewna, że jest na pokładnie statku kosmicznego, ale bardziej przerażający był fakt, że to nie był ludzki statek. Nikt na Ziemi nie jest w stanie wystartować statkiem kosmicznym, znaleźć się poza Ziemską atmosferą i zbliżyć się do Saturna w przeciągu zaledwie trzech godzin! Poza tym ludzie boją się nawet zbliżyć do Marsa z załogą, a co dopiero do Saturna! Dziecko nie mogło wytrzymać z emocjami.
- Gdzie ja do cholery jestem i co ja tu u diabła robię?! – Natalie dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że nie dość, że przeklina, to jeszcze drze się jak szalona.
- O kurka... Czy ja właśnie przeklinam i drę się jak chora? – powiedziała, waląc się jednocześnie ręką w czoło.
I niby przypadkowo, niby w odpowiedzi na jej wszystkie pytania, w pomieszczeniu, w którym się znajdowała, zapaliło się światło. Dziecko zasłoniło oczy ręką. Fala okrutnie rażącego ciepła przeszyła przez dziewczynę niczym strzała. To stało się tak szybko... Natalie skręciła się z bólu. Zawyła rozpaczliwie. Jej ciało okazało się być bardzo wychłodzone, jakby przez te trzy godziny przebywała w lodówce. I to w tak zimnej temperaturze, że reagowała na sztuczne światło, które wcale nie wytwarzało ciepła.
Dziecko rozejrzało się dookoła. To tylko potwierdziło jej obawy... Teraz była już pewa, że faktycznie znajduje się na pokładzie statku innej cywilizacji. Konstrukcja statku była wyjątkowo dziwna: całą lewą stronę statku zajmował ogromny korytarz, który prowadził do każdej sali; po prawej stronie znajdowało się każde pomieszczenie za wyjątkiem sterówki, która znajdowała się na samym przodzie i wyjście, które zajmowało cały tył. Statek nie wyglądał na jakiś nowy, kurz znajdował się prawie na każdej ścianie. Według dziewczyny, ten statek mógłby się idealnie nadawać do jakiegoś muzeum tej cywilizacji.
Natalie ustawiła się przodem do ściany z oknem i zrobiła kilka niewielkich kroków w tył. Po jej prawej stronie ciągnął się długi korytarz, a po lewej ciągął się gdzieś niewiele dalej. Musiała znajdować się gdzieś na tyłach. Dziecko spojrzało się za siebie. Za nią zajdował się właz, który mometalnie otworzył się, kiedy dziewczyna się do niego zbliżyła. Była to malutka izba, w której zajdował się sprzęt, ktorego Natalie nie mogła do niczego przypisać. Jedyne, co mogła rozpoznać, to przypominające beczki pojemniki, które mogły być wykonane z materiałów podobnych do żelaza i stali.
                Nagle, niezmąconą ciszę przerwały ciężkie, ale szybkie kroki bijące o podłogę z prawej strony korytarza, zmierzające w stronę Natalie. Dziewczyna nie zastanawiała się ani na sekundę, wzięła M1 w rękę i weszła do jednego z beczkowatych pojemniczków, które znajdowały się w komórce. Kontener był ciasny, ale nie przeszkadzało to Natalie. Interesowało ją bardziej to, z czego taki zbiornik jest wykonany. Z zewnątrz wyglądał podobnie do żelaza lub stali, ale kiedy oglądało się go od wewnątrz, wydawał się on niemal przezroczysty. Był on też niezwykle szczelny, według dziewczyny nie przepuszczał on ciepła, co mogło się bardzo przydać.
Właz do komórki zamknął szybko i cichutko, ale kroki było słychać już bardzo wyraźnie. W kilka sekund po zamknięciu się włazu, otworzył się ponownie. Oczom Natalie ukazała się wyjątkowo dziwna istota, która budową ciała przypominała ludzkiego mężczyznę, ale musiał być, co najmniej o głowę wyższy od dosyć sporego mężczyzny, bo sięgał aż dwa przyzwoite metry. Skórę miał jasno-zielonego koloru, mieszającą się z pomarańczowym, pokrytą brązowymi plamkami. Jego włosy były czarne, trochę dłuższe niż do ramion, ogólnie przypominały dredy ze względu na ich grubość. Miał na nich coś, co moglo przypomniać gumki do włosów. Najgorsza była jego twarz, nie przypominała ona ludzkiej... nawet w ćwiartce. Wyglądała jak jakieś monstrum. Dziekcu wydawało się, że stwór miał na twarzy coś, co mogło przypominać zmutowanego kraba. Oczy miał żółte i wyjątkowo małe. Na głowie było widać kilka niewielkich rogów, ustawionych w rzędzie koło siebie, a tuż za nimi zaczynały się jego dziwne włosy. Cała twarz była pomarszczona, przez co dawała wrażenie jeszcze straszniejszej. Obcy był ubrany w coś, co przypominało zbroję. Na lewej ręce miał bardzo niezwykłe urządzenie, wyglądało jak mini-komputer, który prawdopodobnie spełniał wiele ciekawych funkcji. Na prawej ręce miał dziwne ostrza nadgarstkowe. Jego prawy but skrywał w sobie spory nóż. Cały gość wyglądał całkiem okazale, bardziej jak myśliwy niż wojownik, dlatego też dziewczyna nazwała go ‘Predator’em’.
Bardzo podobny do tego ‘czegoś’, co napadło mnie w lesie...” – myślała Natalie.
                Predator bacznie rozglądał się dookoła, jakby spodziewał się czegoś niedobrego, niby czegoś szukał... Tylko czego? Nie patrzył do tych wspaniałych pojemników, co oznaczało, że szukał czegoś większego. W sumie dobrze, że nie patrzył do zbiorników, bo Bóg wie, co by się stało, gdyby znalazł dziewczynkę w jednym z nich. „Pewnie nie byłby zadowolony...
Predator uważnie się rozglądał dookoła, niby spodziewał się, że coś mogłoby na niego naskoczyć. Po kilkuminutowym szukaniu zdecydowal się wrócić.
- C’jit! – burknął pod nosem.
Natalie nie do końca wiedziała co to mogło znaczyć, ale domyślała się, że to jakieś przekleństwo. Po chwili światła zgasły. Ciemność znów wróciła, ale dziewczynie to już najwyraźniej nie przeszkadzało. Dziecko czekało, upewniając się, czy Predator wróci, czy nie. Kiedy była pewna na sto procent, że nie przyjdzie, wylazła z pojemnika, uważając na M1 i wyszła na korytarz rozglądając się uważnie w każdą stronę. Szukała jakiegoś bardziej bezpiecznego miejsca, w którym można się było skryć. Bo jak długo miałaby się chować w takim dziwnym, ciasnym pojemniku? Raz jeszcze spojrzała przez okienko. Saturn zdążył zniknąć z pola widzenia, ale było widać Słońce i kilka niewielkich asteroid. Słońce wydało się być malusieńkim świetlikiem na tym wielkim, czarnym, mrocznym tle. Kilka niewielkich łez spłynęło po policzkach dziewczynki.
- Żegnaj kochana Ziemio, byłaś mi domem przez długie lata. – zapłakała, głaszcząc delikatnie szybę. Wiedziała, że już opuszcza Układ Słoneczny, a najgorsze było to, że prawdopodobnie już tu nie wróci.
Zdecydowała się sprawdzić, co było na tyłach korytarza. Sześć metrów od komórki znajdował się otwór prowadzący do ładowni, dość małej ładowni jak na taki statek, bo liczyła sobie tylko 500 metrów sześciennych. Cztery metry dalej korytarz kończył się na ogromnym włazie.
- To chyba wyjście. – Natalie nawet nie probowała się do niego zbliżać, bo kto wie, co by było, gdyby się przypadkowo otworzył...
Dziewczyna wróciła się do ładowni. Była przepełniona różnej wielkości skrzyniami. Większość z nich były czymś zapełnione, ale były też i takie, w których nie znajdowało się nic. Pudła były wykonane z podobnego materiału, co zbiorniki w komórce, ale nie były przezroczyste, kiedy patrzało się na nie od środka. „Musi to mieć jakieś znaczenie...
                Nagle cały statek zaczął się trząść. Nabierał coraz większej prędkości i z każdą sekundą trząsł się coraz bardziej. Natalie musiała się szybko schować w jednej z pustych skrzyń, póki miała jeszcze kontrolę nad swoim ciałem. Jednak zanim zbliżyła się do jakiejkolwiek z nich, usłyszała huk. Potem nastąpił wielki, ogromny wręcz, wstrząs i wszystkie kufry, które były ustawione na piramidkę, przewróciły się na podłogę, robiąc przy tym straszliwy hałas, a bałagan był nie do opisania... Dziewczynka też się przewróciła, ale prędko wstała, podbiegła do najbliższej, dużej, pustej skrzynki i zamknęła się w niej. Teraz nie myślała o niczym innym niż o długim śnie i pomimo, iż w pudełku było ciasno, broń przeszkadała jej w wygodnym ułożeniu się i całym statkiem władały wstrząsy, dziecku udało się zasnąć. Nie obchodziło ją nawet to, że w trakcie snu mogłaby zostać wykryta przez Predator’ów. Jedyne, co ją interesowało, to długi wypoczynek.
_______________
W tym rozdziale zmieniłam tylko parę słów, by się nie powtarzały, dodałam jedno zdanie i to wszystko. Rozdział 4 został skończony, czekam tylko na wasze komentarze, co do powyższej części i już czwórkę wstawiam ;)

05 lutego 2011

2. Test

Tak więc zamieszczam kolejną, przerobioną część.
____________________
2. Test


                Grupa niebieska zaczynała w samym środku lasu, co sprawiło drużynie trochę kłopotów...
- W którą stronę teraz?  - zapytał lekko zgubiony James Fineman, który miał ponoć dowodzić całą grupą.
- Nie wiesz gdzie jesteśmy? Kiepski z ciebie dowódca. – uznał Alex Black, wysoki brunet o królewskich, błękitnych oczach.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie! – syknął blondyn.
- Miano dowódcy powinno należeć do tego dzieciaka, Natalie. Ta młoda suka przynajmniej wie gdzie jesteśmy, albo przynajmniej oriętuje się gdzie iść. Prawda mały szczeniaku? – rzekł Alex z wyraźną ironią w głosie. Nie lubił tej małej, jego zdaniem, „Nic nie znaczącej” dziewczynki.
Natalie odblokowała swojego M1A1 Carbine’a i namierzyła dowcipnisia w głowę, ale zamiast tego, wycelowała w okolicy jego obuwia. Pocisk trafił prosto przed butami mężczyzny, prawie je całkiem wypalając. Chłopak w ostatniej chwili odskoczył w tył, wpadając na drzewo, by potem twardo upaść na tyłek. Emily podeszła do zdezorientowanego bruneta.
- I pomyśleć, że ona musi marnować amunicję na takiego gnojka jak ty.
- Nie musi. – odezwał się Alex. – Ale i tak wolałbym zginąć od jej ręki, niż od twojej.
- Czyżby? - kobieta spytała ironicznie. – Ja zabijam bezboleśnie, tak, że nawet się nie zoriętujesz, że mam cię na celowniku. Zaś w przypadku Natalie, będziesz dobrze wiedział, że umierasz. – dodała, śmiejąc się, niby z dobrego żartu.
Rozmowę przerwał James, - Czy ktoś mi wreszcie, u licha, zasugeruje, w którą stronę powinniśmy iść? – spytał, zniecierpliwiony.
Alex wstał, miał już dość wtulania się plecami do pnia, a także grzania tyłka o mech. Westchnął ciężko i rzekł – Powinniśmy iść w stronę wschodu. – zaproponował, przewracając oczami.
- Nie na zachód! – wtrącił się Maitiú Úll, niski, przystojny brunet o piwnych, tajemniczych oczach.
Alex podszedł do niższego Maitiú tak, że ten musiał unieść głowę wysoko w górę, by spojrzeć brunetowi w oczy.
- Idź gdzie chcesz krasnalu, ale ja idę z grupą w stronę wschodu. – rzekł groźnym tonem.
- Żyrafa nie będzie mi rozkazywać! Idziemy w stronę zachodu! – zaprotestował niski brunet.
- Ach tak?! – krzyknął Alex i zrobił zamach ręką.
Obaj mężczyźni zaczęli się ze sobą nawzajem szarpać. „I tylko o to, że nie mogą się zdecydować w którą stronę iść. A oboje się mylą, powinniśmy iść na północ...” – Natalie szepnęła w myślach i spojrzała w ich stronę. Teraz to już się bili. „Zawsze o nic. To się nigdy nie skończy...” – pomyślała dziewczyna. Jak mówiła jej siostra – Alex i Maitiú zawsze kłócili się o byle gówno, a czasu mało...
                Dziecko rozejrzało się dookoła. Drzewa, paprocie, trawa, mech... Znała te miejsca, uwielbiała spacerować po lesie. Jednak tutaj coś nie pasowało. Ta nieprzenikniona, osobliwa cisza... Ani jednego ptaka... Po prostu nic. Natalie podejrzewała coś. Tak, coś na pewno ich obserwuje. Zwierzę? Z pewnością nie. Człowiek? Też nie. Więc co..?
Dziewczyna przykucnęła i opuszkami palców delikatnie przejechała po glebie. Ziemia była lekko wilgotna i podeptana. Zauważyła świeży ślad jakiegoś nienormalnych rozmiarów buta. Nie należał on do nikogo z jej grupy, nikt nie nosił takich rozmiarów. Nawet sobie wysoki człowiek.
Dziecko poczuło delikatne drżenie pod stopami. Leciutki ruch przed nią. Jakieś 10m od niej. Coś nadchodziło... Natalie sięgnęła po M1A1 i wycelowała w najbliższe krzaki, skąd ruch pochodził. Krzaki otaczała dziwna mgiełka, podobna do tej, którą wcześniej widziała skrytą na drzewie. Namierzyła tamto miejsce „Przecież tam nic nie ma...” – stwierdziła, ale ciągle miała ten obszar namierzony.
Cień zaczyna się wolno i nieznacznie przesuwać w stronę dziewczyny. Dziecku wpadło coś do oka, musiała je przetrzeć. Natalie już chciała zaalarmować grupę o niebezpieczeństwie, gdy zobaczyła coś niezwykłego. Światło. Trzy kropki, niczym trzy lasery zmierzały w stronę dziewczynki z odległości pięciu metrów. „Co to?” – zastanawiała się. Trzy kropeczki ciągle zmierzały w stronę dziecka. I wtedy zobaczyła postać. Miała na sobie nieziemski kamuflaż, który załamuje światło – przez to była dla Natalie prawie niewidoczna. Oznaczało to, że to ‘coś’ pochodziło z zupełnie innego świata. W ułamek sekundy dziewczyna mogła postać dokładnie zmierzyć i ocenić, czy ma z tym ‘czymś’ jakieś szanse – „... Wzrost ponad dwa metry, waga na oko 300 funtów (funt – jednostka masy równa 0.5kg). Moje szanse równe są – minimalne. Cholera...
Laser zatrzymał się na klatce piersiowej dziewczyny. Widziała, że to ‘coś’, czymkolwiek było, miało właśnie zamiar w nią strzelić.
- Padnij! – wydała komendę.
Alex i Maitiú przestali dyskutować, a Emily i James, jak oparzeni przykucnęli i przygotowali broń. Później dołączyli do nich dwóch brunetów. Dziewczynka w tym czasie szybko przeturlała się do drzewa, które stało po jej prawej stronie. Grupa poczęła strzelać we wskazanym przez dziecko kierunku. Postać zaczęła gorączkowo rozsadzać wszystko dookoła. Trafiała w drzewa, krzaki... w każde wolne miejsce... po prostu wszędzie. Ale miało już uciec. Natalie wzięła swój karabin, napakowała magazynek nabojami, ktore miała przypięte do spodni, odblokowała broń i szykowała się do ostatecznego strzału...
- Natalie! – wrzeszczała jej siostra, - Kryj się!
- Nie! Nie mogę was zostawić! – odkrzyknęła, była już gotowa, by wyjść zza drzewa i zadać napastnikowi ostateczny cios.
- Nie protestuj! Rób, co mówię! Uciekaj! Zginiesz! – rozkazała Emily, ale Natalie wyraźnie ją olewała, - NATALIE! – jęknęła jej siostra.
Dziewczynka jednym, płynnym ruchem wyszła zza drzewa, namierzyła intruza i wystrzeliła łuski jedna po drugiej, z krótkimi przerwami. Usłyszała glośny, krótki, ale przeraźliwy ryk. I cisza... Była pewna, że trafiła, ale czy skutecznie..? Wszystko milczało przez chwilę. Natalie już opuszczała broń, gdy zobaczyła zbliżający się ku niej, z niezwykłą prędkością, świetlisty pocisk. Padła szybko na ziemię, zabezpieczając jednocześnie broń, skręciła w prawo i poczołgała się najszybciej, jak umiała. Swojego M1A1 trzymała mocno w prawej ręce, „... w razie czego...”. Słyszała huk strzał. Karabiny i inne bajery oraz dziwną broń napastnika. Dziewczynka teraz musiała opuścić swoją grupę. W jej mniemaniu nie było to zbyt honorowe zachowanie, wręcz haniebne. Żołnierz nie postąpiłby tak. Ale chciała uciec, przeżyć. Ba! A kto by nie chciał? Ale to jej siostra nakazała jej uciekać, więc wykonała rozkaz.
Z czołgania przeszła na kucki. Obejrzała się za siebie i przeszła do pozycji prostej. Zaczęła biec, nie oglądając się już za siebie. Biegła i bolały ją nogi z wyczerpania, wiedziała, że nie pociągnie dłużej, ale nie przestawała. Musiała poczuć się bezpiecznie, znaleźć się na odpowieniej odległości. W pośpiechu szukała schronienia. „Najlepiej jakaś pusta nora! Pusta nora, pusta nora. Pusta nora...” – powtarzała, „Jest!”.
Natalie zobaczyła ciemną norkę. W biegu wślizgnęła się do niej, przy czym zdzierając sobie kolano o ostry kamień. Nora pozornie wydawała się dość małą dziurką, mimo iż dwumetrowy mężczyzna mógłby się w nią spokojnie zmieścić. A tak na prawdę była dość duża, głęboka. Dziecko ciężko mogło cokolwiek zobaczyć. W norze było dziwnie ciemno, a światło z dworu blokowało wszystko. Dziewczynka weszła trochę głębiej, uważając na broń. Po kilku metrach zdecydowała się już dalej nie ruszać. Schowała się za jakimś dużym głazem. Myślała o Emily... Jej myśli błądziły po różnych scenariuszach, każde kończące się śmiercią Emily. Ale jej serce ciągle podpowiadało – „Ona żyje”. Natalie była wykończona. Bolała ją głowa, nogi, ręce bardzo się trzęsły, oczy zamykały się same... Dziecko musiało je co chwila otwierać, by nie zasnąć, ale męczyła się tym jeszcze bardziej. Coś nagle szepnęło jej dosłownie nad uchem –
- Śpij. Nie skrzywdzę cię.
Był to bardzo niski głos i brzmiał jakoś nieludzko. Ale był on przyjemny, kojący każdy ból... Natalie poczuła czyjś ciepły oddech na szyji i troszkę na lewym policzku.
- Nie bój się, śpij. – usłyszała znowu po kilku sekundach.
Tym razem to podziałało na dziewczynkę jak jakaś hipnoza... Ułożyła się najwygodniej jak mogła na podłożu, przewróciła na lewy bok, zostawiła broń w pobliżu i zamknęła oczy. Po chwili poczuła wyraźnie, jak ktoś kładzie się obok niej za plecami i trzyma ją mocno w ramionach. To było takie miłe, ciepłe uczucie... Niby ten, co ją obejmował sprawiał wrażenie opiekuńczego. Natalie poczuła się bezpiecznie. Zapomniała o napastniku w lesie i o innych niebezpieczeństwach. Dziewczyna zasnęła.
*
                Dziecko zasnęło szybciej niż myślał. Nie sądził, że dziewczynka poczuje się tak bezpiecznie i po prostu zaśnie. I tu był jej błąd. Nie wiedziała, że niebezpieczeństwo siedziało tuż za jej plecami – Łowca z kosmosu, Yautja, który wytropił i wybił całą jej grupkę, łącznie z jej siostrą.
- Nt’li. – próbował wymówić jej imię, - Nat’lie. – trudził się, - Natalie. – w końcu zaakcentował jej imię prawidłowo. – Więc tak masz na imię, Natalie... – dodał szorstkim głosem w swoim ciężkim, trudnym języku.
Upewnił się, że dziecko mocno śpi, a dla pewności, wyciągnął jakąś fiolkę, przywiązaną do pasa. W środku znajdował się świecący, purpurowy płyn.
- Będziesz spała długo. Nie mogę pozwolić, byś obudziła się w drodze do statku. – i wlał kilka kropel do ust dziecka, po czym przywiązał fiolkę z powrotem. Wziął dziewczynkę na ręce, razem z jej karabinem, przytrzymał mocno do piersi i opuścił ciemną norę.
**
                Tymczasem, do bazy wróciła grupa Czerwona. Jednak nie wszyscy... Było ich tylko trzech z pięciu, z Nicholas’em na czele. Zdawali się uciekać. Tylko przed czym..?
- Co do licha? – ‘Generał’ był całkiem zdezorientowany przebiegiem sytuacji, dodatkowo kazał żołnierzom nie krzywdzić dziewczynki, ale nie wróciła z nimi...
Nicholas szybko podbiegł do dowódcy, chciał wyjaśnić całą sprawę. Lecz za nim mógł cokolwiek powiedzieć Jack złapał go za gardło i zaczął powoli dusić.
- Gdzie ona jest?! – padło pierwsze pytanie. – Dlaczego nie jest z wami? Kazałem wam nie robić jej krzywdy! – dodał, krzycząc i zacisnął mocniej dłoń na krtani chłopa.
- N-nie ma... je-ej s-sir... – odparł Nicholas, krztusił się, przełykając własną krew. – Ni-ie m-mogliśmy jej zna-aleźć s-sir.
- Nie ma?! Nie mogliście jej żołnierzu znaleźć?! Gdzie ona jest?! I gdzie jest reszta?! – mężczyzna zacisnął jeszcze mocniej dłoń na gardle Nicholas’a, tak, że ten mógł ledwo oddychać. – GDZIE ONI SĄ?!
- Nie m-mam po-ojęcia Generale! Znaleźliśmy t-tylko ciała je-ej siostry, Alex’a, Maitiú i James’a. – Nicholas począł się cały wyrywać, by uwolnić się od silnego uścisku dłoni zastępcy Generała. Na próżno, więc dokończył, póki miał jeszcze dech w płucach. – N-nic więcej sir. Później zniknęli na-am Eric i Chris. Prawd-dopodobnie nie ż-żyją. – Na te słowa Jack puścił mężczyznę. Chłopak upadł ciężko na ziemię, starając się złapać oddech. Lee przyglądał się przez chwilę pozostałym towarzyszom Nicholas’a. Na ich twarzach widniało przerażenie, a głęboko w sercach, choć tego nie widział, strach.
- Coś tam było... – wydyszał Nicholas. – I to zabrało Eric’a i Chrisa.
- Co tam było? – zastępca odwrócił się w stronę leżącego jeszcze na ziemi, Nicholas’a. On nie odpowiadał. Jakby błądził gdzieś daleko myślami. Gdzieś, gdzie stworzenie ludzkie na pewno nie chce się znaleźć...
- Co to było? – powtórzył pytanie Lee. – Huston..?
Nicholas pozostał w bezruchu. Jedynie posłał Jack’owi mordercze, jednocześnie wystraszone spojrzenie. Po czym rzekł – Nie jestem pewien sir...

12 stycznia 2011

1. Dziewczynka Żołnierzem?

Tak więc dzisiaj prezentuję Rozdział Pierwszy:
____________________
1. Dziewczynka Żołnierzem?


Natalie była małą dziewczynką, kiedy straciła swoich rodziców w wypadku samochodowym. Jako pięcioletnia dziewczynka trafiła pod opiekę jej najstarszego z rodzeństwa, brata James’a. Jednak kilka miesięcy później ten też ma śmiertelny wypadek. Ponieważ nikt inny prócz jej siostry, nie mógł zająć się dzieckiem, dziewczynka trafia do wojska...
**
Pomieszczenie było nadzwyczaj małe i raczej zachęcające swoich gości do wyjścia, niż do wejścia. Ściany reprezentowały ogólny nastrój, który stanowił doskonały obraz tego, co się działo za drzwiami budynku: wyblakła farba, niegdyś czysta biel, była pełnym odbiciem chmur na niebie; tłuste smugi przypominały deszcz, który bił z siłą w okna; pajęczyny i kurz, mówiące o starości tego miejsca; i brud, dopełniający to, już i tak, mroczne miejsce. Na środku pokoju stało drewniane biurko. Miało pomarańczowo-brązową barwę i było tak czyste, że aż lśniło. Było ono jedyną rzeczą, która odbijała tą ponurą szarość dookoła. Za biurkiem siedział młody mężczyzna o blond włosach. Niewielkie blizny na jego twarzy stanowiły o jego przeżyciach, zwłaszcza ta, dzięki której stracił lewe oko. Chłopak westchnął ciężko, wspominając dawne przygody i zaciągnął się papierosem.
Lekkie pukanie do drzwi. Osoba zamiast poczekać na proste słowa jak: „Proszę” lub „Proszę wejść”, od razu pociągnęła za klamkę. Do pomieszczenia weszła smukła, choć silnie zbudowana dwudziestolatka, ubrana w żołnierski mundur. Przemierzyła wzrokiem pokój, potem delikatnie popchnęła drzwi, zamykając je. Odwróciła się w stronę, siedzącego przy biurku, blondyna i szybkim, zdecydowanym krokiem ruszyła w jego stronę. Mężczyzna obserwował uważnie każdy jej ruch. „Emily jest boską dziewczyną...” – szepnął w myślach. Kobieta stanęła dokładnie na przeciwko chłopaka i walnęła mocno pięścią w stół, który dzielił ją od przystojnego blondyna.
- Generale, ona nie może tu trafić! – tak rozpoczęła ‘rozmowę’.
Na tą uwagę młody mężczyzna nieznacznie poruszył się na swoim krześle.
- Ona ma tylko pięć lat! PIĘĆ LAT! – dodała krzycząc.
Generał już zdążył zapomnieć, że blondynka, mimo swojej urody, była wyjątkowo energiczną i nieprzewidywalną kobietą.
- Uspokój się Emily. – rozkazał jej łagodnym, denerwująco delikatnym tonem, po czym uśmiechnął się szyderczym uśmiechem.
- Nie mów do mnie tym tonem! – dziewczyna wydała się być wyjątkowo wściekła, po tym, co usłyszała w sprawie jej siostry. Plotki głosiły, że dziewczynka miała trafić do wojska. Sprawa stała się głośna, gdyż dziecko miało zaledwie pięć lat i tyle zmartwień za sobą... i przyszła kolej na następne.
Mężczyzna nic nie mówił przez krótką chwilę i drugi raz zaciągnął się fajką, potem zaczął – A wysłuchasz mnie?
Dziewczyna milczała. Przez długą chwilę panowała cisza. Nieporządna, wymuszona cisza. Chłopak czekał na odpowiedni moment, kiedy Emily trochę ochłonie. Jednak widząc, że gniew kobiety nie maleje, lecz narasta, zdecydował się od razu przejść do rzeczy.
- Szczeniak nie ma dokąd iść. Nikt jej nie chce, prawda?
- Zgadza się. – odparła szorstko.
- Więc po co ta złość? Szczeniak może być w wojsku i zostać wytresowane na najlepszego żołnierza w dość krótkim czasie. – zaproponował. – Wystarczy tylko odrobina chęci, cierpliwości i współpraca jej siostruni... – dodał, ponownie uśmiechając się.
Emily zdenerwowała się. Ten pajac znów nazwał jej ukochaną siostrzyczkę „szczeniakiem” i zamiast użyć słowa „nauczyć” zastąpił je słowem „wytresować”, a pomysł, by zrobić z niej żołnierza w wieku lat pięciu, kompletnie nie wchodził w grę.
- I ona ma przebywać w pobliżu tych zakichanych facetów?! – zadała mu pytanie. Już sama myśl o tym, iż jakakolwiek mała dziewczynka miała mieć jakikolwiek kontakt z tymi brudnymi, śmierdzącymi, wulgarnymi sukinsynami przyprawiało ją o mdłości, a los chciał, by tą małą dziewczynką była jej jedyna, najdroższa w świecie, siostra.
- Szczeniak będzie miał ciebie. Jeśli wydarzy się coś nieprzyjemnego, z pewnością ją obronisz.
Blondynka zacisnęła mocno pięści. Już miała temu kretynowi dać porządny cios w szczękę, gdy w ostatniej chwili powstrzymała się i zdołała jedynie wydukać – Ale... – nie dokończyła, gdyż przerwał jej w tym generał.
- Żołnierzu! Już po raz DRUGI przywołuję ciebie do porządku i nie ręczę za siebie, jeśli będę musiał się powtarzać. Szczeniak tu zostaje. Z TOBĄ!
Tego było za wiele. Niedość, że mężczyzna wyraźnie namawiał kobietę do posłuszeństwa, to jeszcze po raz czwarty nazwał jej siostrę „szczeniakiem”. Emily nie zniosła tego dłużej. Złapała mężczyznę mocno za gardło i trzymała, póki nie skończyła.
- A ja nie ręczę za siebie, jeśli jeszcze raz przezwiesz moją siostrę od „szczeniaka”.
Dziewczyna puściła blondyna i opuściła pokój. Chłopak złapał się za szyję. Oddychał ciężko, ale powoli.
                Emily miała szczęście. Gdyby nie to, że była żołnierzem z wyższej półki, kara byłaby bardzo solidna za to, że groziła generałowi dusząc go, ale też jak się do niego odzywała. Jednak kobieta nie pozostała niewinna. Karą było przyjęcie Natalie do wojska. Mimo protestów jej bezradnej siostry.
***
                Generał mimo wszystko rozważył słowa Emily i nie chciał ryzykować. Dziewczynka nie mogła przebywać w pobliżu innych żołnierzy. Przynajmniej póki była pięciolatką. Dziecko dostało swój oddzielny pokój i plan zajęć. Mężczyzna chciał zadbać o to, by mała dobrze się uczyła i zafundował jej prywatnego nauczyciela. Jednak ku jego zdumieniu dziewczyna wolała spędzać więcej czasu na poligonie niż na naukę...
                Wszystko było dla niej nowe. I teren ćwiczeń jak i okolica. Okolice bazy wojskowej, jednocześnie akademik, zajmował gęsty bór, a nawet dżungla. W czasie wolnym uwielbiała tam spacerować, wiedząc, że las był tylko dla niej. Puszcza była niedostępna dla cywili, nie było tu dróżek, żadnych gościńców. Po prostu dzicz. Za każdym razem, kiedy Natalie zapuszczała się tu traciła świadomość o istnieniu cywilizacji. Wiedziała że tutaj obserwują ją jedynie zwierzęta. Jednak po jakimś czasie zauważyła, że było ich brak. Że te oczy, które ją obserwują nie należą do zwierzęcych. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że nie należą one też do ludzkich...
                Pierwsze kilka miesięcy w akademiku były bardzo trudne dla małej Natalie. Była jedynie pięciolatką i nie rozumiała za wiele... Ale miała siostrę, która zawsze była gotowa do poświęceń. Dlatego też nauka i ćwiczenia nie sprawiły dziecku większego kłopotu. Jednak trudności było niemało i dziewczynka popełniała wiele błędów... Na przykład wtedy, w drugim miesiącu szkolenia, kiedy przypadkowo wysadziła ciężarówkę w powietrze... Nic wielkiego się nie stało, bo pojazd był pusty, a w pobliżu nie znajdował się żaden człowiek. Oczywiście nie spodobało się to generałowi, ale Natalie pocieszyła się tym, że przecież to na błędach człowiek się uczy. Szczęście, że to był jej pierwszy i ostatni wybryk.
Później, na czwartym roku szkolenia, będąc już dziewięcioletnią dziewczyną, jej porannym ćwiczeniem było równanie z ziemią budynków, a czasem, kiedy pewne środki transportowe zawodziły i były już tylko złomem, wysadzało się również i te. I również w tym roku Natalie już mogła przebywać w towarzystwie pozostałych żołnierzy, uczyła się pracy w zespole, oczywiście pod nadzorem jej siostry lub czasami, samego dowódcy. I ku zaskoczeniu wszystkich, jej towarzysze bardzo ją doceniali. Nosiła różnego rodzaju bronie, czasem cięższe niż ona sama, co niepokoiło to trochę jej siostrę, ale ta szybko się przyzwyczaiła.
W piątym roku szkolenia, Natalie była wspaniałym żołnierzem. Generał często wmawiał jej, że była lepsza, niż jakikolwiek inny żołnierz. Dziewczyna obecnie mało w to wierzyła, ale wiedziała jednak, że nieuniknione jest – kiedyś stanie się najlepszą z nich. Młody dowódca chciał to koniecznie sprawdzić...
- O rany... To dziś Emily? – spytała podekscytowana Natalie, wstając z łóżka.
- Tak, mała kobitko. To dziś. – zaśmiała się Emily, stojąc w drzwiach małego pokoiku, ubrana w mundur.
- Rany... Tak się cieszę. Jestem taka podekscytowana! – dziecko zawołało radośnie, robiąc piruet na drewnianej podłodze i o mało nie upadła, gdyby Emily nie złapała jej w porę.
- Właśnie widzę. Wirujesz jak szalona. – uśmiech. – Ubierz się i chodź, generał Lee nie będzie czekał. – dodała.
- Co? Jack Lee jest zastępcą generała, nie generałem, siostrzyczko. I właśnie, że będzie czekał. Bo to o mnie chodzi. – uznała Natalie, ubierając skarpetkę.
- Ale to nie będzie ładnie, jak się spóźnisz i lepiej się pospiesz, bo i tak jesteśmy już późno z czasem. – odgryzła się Emily.
- Już idę, już idę! – zawołała Natalie, zawiązując sznurowadła i zakładając kurtkę jednocześnie. Po czym sięgnęła po swojego M1A1 Carbine i wybiegła z pokoju, goniąc za siostrą. Miały się stawić przed budynkiem, a tam czekali na nich generał i ośmiu innych żołnierzy w szeregu przed nim.
Ciepły letni poranek. Słońce dopiero co wyszło i witało niebo, ale mimo tak wczesnej pory, promienie słoneczne mocno przygrzewały podłoże. Powietrze stało się ciężkie i przepełnione upałem poczęło parować nad horyzontem. Zapowiadał się ruchliwy, gorący dzień.
Emily i Natalie dołączyły do szeregu, a wtedy dowódca zaczął swoją ‘mowę’.
- Baczność! – rozkazał.
Na tą komendę wszyscy wyprostowali się, niczym świece, każdy oddychając ustabilizowanym, ale tanecznym tępem.
- Dziś chcemy sprawdzić naszych ‘ponoć’ – zaznaczył. – najlepszych żołnierzy. Reszta będzie ćwiczyć dalej.
Krótka, cicha, niewielka przerwa, która miała też oznaczać – „Tak Sir!”.
- Podzieliłem was na dwie grupy. – ciągnął dalej młody zastępca. – Grupa czerwona i grupa niebieska. Pięć w każdej. Waszym zadaniem jest odnaleźć przeciwną wam grupę i ‘wyeliminować’ ich wszystkich... – mężczyzna urwał na chwilę i spojrzał w stronę Natalie. W jego oczach kryło się zwątpienie, a za razem ciekawość.
- Wyeliminować? – Natalie szturchnęła lekko ramię swojej siostry. – Jak to?
- Takie wojsko, mała. – szepnęła Emily. – Ten ośrodek ma swoje dziwne zwyczaje... Tak możnaby powiedzieć, sprawdzają tutaj najlepszych. Jak to generał kiedyś powiedział: „... by poczuć się jak na polu bitwy, musisz na nim być...” i tutaj ma rację. – dokończyła.
- ... i zwycięzka drużyna wróci do ośrodka. – powiedział generał. – Akcja będzie się rozgrywała niedaleko, w lesie. Grupa czerwona to: ... – kiedy mężczyzna wymieniał poszczególne nazwiska, Natalie zajęła się obserwowaniem jakiejś dziwnej formy chmury, która nawiedziła najbliższe drzewo. Dziewczyna jednak ocknęła się, słysząc swoje imię.
- Gupa niebieska to: - ... Natalie Isabel, - … i Emily Isabel. Na ukończenie zadania macie godzinę! Nie ociągać się! Żywo! – skończył, spoglądając na wszystkich zebranych.
- Tak jest! – wykrzyknęli żołnierze.
- Więc jesteśmy razem, siostrzyczko. – odezwała się Natalie, bardzo zadowolona.
- A co myślałaś? Byłabyś w stanie mnie zabić? Albo choćby zranić? – rzuciła Emily.
- Ekhem... Zabić? Czy ty właśnie powiedziałaś „zabić”? – Natalie otrząsnęła się i całe jej uradowanie nagle gdzieś odeszło w zapomnienie. Zabić? Ale tak na serio? Nikt tego nigdy nie mówił Natalie. Nikt nie mówił, że na testach śmierć byłaby możliwa...
- Tak. – odparła Emily. – Tak wygląda nasz test. Dziwne... – teraz zaczęła gadać do siebie. – Lee nigdy nie sprawdzał tak ludzi... Do czasu, kiedy ty się pojawiłaś... Bardzo dziwne...
Dziewczynka spojrzała w stronę Grupy czerwonej. Na ich twarzach gościł smutek, a przede wszystkim strach. Jeden mężczyzna zwrócił wzrok w jej stronę. Był to jeden z tych, którzy szkolili się razem z Natalie. Ten nazywał się Nicholas, choć jego kumple lubili go nazywać „Tough One”, dziewczyna jednak nie znała jego prawdziwego nazwiska. Spojrzał na nią. Dziecko miało wrażenie, jakby mężczyzna mógł ją wzrokiem całą rozebrać i z tą myślą czuła się wyjątkowo niewygodnie. Chłopak wykonał uroczysty ruch ręką, niby to w geście pożegnania, niby znaczący – „Powodzenia, mała przyjaciółko.”.
- On wie, że dzień dzisiejszy jest jego ostatnim... – szepnęła, mimo, że nikt inny jej nie słuchał, a Nicholas nie mógł jej usłyszeć. Dziewczyna wykonała ten sam pożegnalny gest, który był jednoznaczny z – „Do następnego spotkania.”. I pobiegła za śladem siostry, wciąż obserwując małą mgiełkę, kryjącą się głęboko w koronie drzewa, obserwującą każdy jej ruch...
____________________
Tak więc to jest pierwszy rozdział. Moi czytelnicy z Onet'u już zapoznali się z moim opowiadaniem, ale dla tych nowych z Bloggera (jeśli takich mam) to postanowiłam wstawiać kolejno rozdziały, mimo, że w każdej chwili możecie wejść na mojego bloga z onetu (patrz - Find me).

11 stycznia 2011

Dzień Dobry!

Wita was autorka bloga. Blog ten będzie o Obcych i o Predatorach, a konkretnie pojawi się tu opowiadanie mojego autorstwa, pod tytułem: "Shadow".
Pierwszy rozdział wstawię już niebawem, ale muszę być pewna, że ktoś tego bloga jednak odwiedza/komentuje ;)
Pojawią się tu też moje prace, które wykonuję w PhotoShop'ie, między innymi będę prezentowała taką Galerię, ale znajdą się tu też tutoriale.

A teraz krótki regulamin:
1. Nie życzę sobie Spam'u.
2. Żadnego kopiowania, blog jest mojego autorstwa, a zatem jego treść także.
3. Zero KRZYKÓW, wulgaryzmu, itp.
4. Jeżeli mój blog ci się nie podoba - po prostu wyjdź.
5. Jeśli któraś z powyższych zasad ci nie odpowiada - także proszę o opuszczenie bloga.

Życzę miłej zabawy na moim blogu ;)