27 lutego 2011

3. Przebudzenie

3. Przebudzenie



                Natalie ocknęła się jakoś pół godziny później. „Karabin! Gdzie on się podział?”, próbowała po omacku znaleźć swoją zgubę. „Nie ma, nie ma... Jest!”. Jej M1 leżał tuż obok jej prawej ręki. Dziewczyna leżała gdzieś, gdzie oczywiście nie powinna być. Usiadła i próbowała przywołać swoją pamięć do porządku. Starała się dokładnie określić swoją pozycję, miejsce w którym się znajdowała, ale na próżno. Dziecko otaczała wielka, nieprzenikniona ciemność. Natalie rozglądała się uważnie, szukając najmniejszego strumienia światła, wyjścia, jej wybawienie. Czuła ruch, lekkie drżenie podłoża. Wydawało jej się, że gleba, na której siedziała minimalnie porusza się w jakąś stronę. Dziecko wstało. Jej oczy były już przyzwyczajone do tej okrutnej, czarnej ciemności, w której się znajdowała, ale mrok ciągle ogarniał jej oczy, nie mogła wiele zobaczyć... Za nią była ściana, znak, że ciągle znajdowała się w jakimś mniej określonym pomieszczeniu. Dziewczyna przyłożyła ręce do ściany i zaczęła przesuwać się w lewo, by zbadać jej długość. Jednocześnie przyłożyła swoje prawe ucho i nasłuchiwała czy skądś zza ściany nie wydobywa się czyichś głos, ale słyszała tylko cichy, głuchy szum. Ściana była równiusieńka, gładka, żadnych górek lub dołków, jak normalna ściana domu z tym wyjątkiem, że zamiast drewna, bądź cegły przypominała metal w dotyku.
- Szyba..? Co ja robię w norze z metalowymi ścianami, huh? Gdzie jestem..?
Zaczęło ją to irytować, jednocześnie przerażać. Wiedziała, że wlazła głęboko do ogromnej nory, a nory nigdy nie mają równych, gładkich ścian. Przypomniała sobie właśnie, co się stało zanim zasnęła... Ktoś był przy niej. Ale kto? Jeśli był to ten napastnik, który zaskoczył ją w lesie... Nie chciała o tym myśleć, ale czarne obrazy same snuły się po jej głowie... Dobrze pamiętała słowa tego ‘kogoś’ – „... nie skrzywdzę cię...”, „... nie skrzywdzę...”, „... nie...” i co kilka sekund powtarzało się to samo.
                Przed oczami Natalie ukazał się maleńki, prawie niewidoczny strumyk światła. Wydobywał się on ze ściany, którą właśnie badała. Dziewczyna podeszła bliżej, by się temu przyjrzeć. I ku jej zdumieniu było to malutkie, niewielkie okienko. Natalie była zaskoczona takim znaleziskiem, ale jeszcze bardziej była zaskoczona, kiedy przez nie wyjrzała. Wyraźnie widziała maluteńkie Słoneczko w oddali, na wielkim, czarnym tle. Ale nienormalnie maleńkie Słońce nie było tym, co naprawdę przyciągnęło uwagę dziecka. Była to ogromna kula z jej wspaniałymi pierścieniami dookoła niej. Natalie mogła to przypisać tylko do jednej, jedynej rzeczy jaką znała – planeta Saturn z jej pięknymi pierścieniami i z kilkoma księżycami dookoła. To wszystko było cudowne, ale i straszne. Natalie wlaśnie oddalała się od Saturna, a nie mogło minąć więcej niż trzy godziny od czasu, kiedy zasnęła.
- O ku... – zaczęła, ale umilkła zanim powiedziała całość... – rde. – dodała.
Dziewczyna już mniej-więcej była pewna, że jest na pokładnie statku kosmicznego, ale bardziej przerażający był fakt, że to nie był ludzki statek. Nikt na Ziemi nie jest w stanie wystartować statkiem kosmicznym, znaleźć się poza Ziemską atmosferą i zbliżyć się do Saturna w przeciągu zaledwie trzech godzin! Poza tym ludzie boją się nawet zbliżyć do Marsa z załogą, a co dopiero do Saturna! Dziecko nie mogło wytrzymać z emocjami.
- Gdzie ja do cholery jestem i co ja tu u diabła robię?! – Natalie dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że nie dość, że przeklina, to jeszcze drze się jak szalona.
- O kurka... Czy ja właśnie przeklinam i drę się jak chora? – powiedziała, waląc się jednocześnie ręką w czoło.
I niby przypadkowo, niby w odpowiedzi na jej wszystkie pytania, w pomieszczeniu, w którym się znajdowała, zapaliło się światło. Dziecko zasłoniło oczy ręką. Fala okrutnie rażącego ciepła przeszyła przez dziewczynę niczym strzała. To stało się tak szybko... Natalie skręciła się z bólu. Zawyła rozpaczliwie. Jej ciało okazało się być bardzo wychłodzone, jakby przez te trzy godziny przebywała w lodówce. I to w tak zimnej temperaturze, że reagowała na sztuczne światło, które wcale nie wytwarzało ciepła.
Dziecko rozejrzało się dookoła. To tylko potwierdziło jej obawy... Teraz była już pewa, że faktycznie znajduje się na pokładzie statku innej cywilizacji. Konstrukcja statku była wyjątkowo dziwna: całą lewą stronę statku zajmował ogromny korytarz, który prowadził do każdej sali; po prawej stronie znajdowało się każde pomieszczenie za wyjątkiem sterówki, która znajdowała się na samym przodzie i wyjście, które zajmowało cały tył. Statek nie wyglądał na jakiś nowy, kurz znajdował się prawie na każdej ścianie. Według dziewczyny, ten statek mógłby się idealnie nadawać do jakiegoś muzeum tej cywilizacji.
Natalie ustawiła się przodem do ściany z oknem i zrobiła kilka niewielkich kroków w tył. Po jej prawej stronie ciągnął się długi korytarz, a po lewej ciągął się gdzieś niewiele dalej. Musiała znajdować się gdzieś na tyłach. Dziecko spojrzało się za siebie. Za nią zajdował się właz, który mometalnie otworzył się, kiedy dziewczyna się do niego zbliżyła. Była to malutka izba, w której zajdował się sprzęt, ktorego Natalie nie mogła do niczego przypisać. Jedyne, co mogła rozpoznać, to przypominające beczki pojemniki, które mogły być wykonane z materiałów podobnych do żelaza i stali.
                Nagle, niezmąconą ciszę przerwały ciężkie, ale szybkie kroki bijące o podłogę z prawej strony korytarza, zmierzające w stronę Natalie. Dziewczyna nie zastanawiała się ani na sekundę, wzięła M1 w rękę i weszła do jednego z beczkowatych pojemniczków, które znajdowały się w komórce. Kontener był ciasny, ale nie przeszkadzało to Natalie. Interesowało ją bardziej to, z czego taki zbiornik jest wykonany. Z zewnątrz wyglądał podobnie do żelaza lub stali, ale kiedy oglądało się go od wewnątrz, wydawał się on niemal przezroczysty. Był on też niezwykle szczelny, według dziewczyny nie przepuszczał on ciepła, co mogło się bardzo przydać.
Właz do komórki zamknął szybko i cichutko, ale kroki było słychać już bardzo wyraźnie. W kilka sekund po zamknięciu się włazu, otworzył się ponownie. Oczom Natalie ukazała się wyjątkowo dziwna istota, która budową ciała przypominała ludzkiego mężczyznę, ale musiał być, co najmniej o głowę wyższy od dosyć sporego mężczyzny, bo sięgał aż dwa przyzwoite metry. Skórę miał jasno-zielonego koloru, mieszającą się z pomarańczowym, pokrytą brązowymi plamkami. Jego włosy były czarne, trochę dłuższe niż do ramion, ogólnie przypominały dredy ze względu na ich grubość. Miał na nich coś, co moglo przypomniać gumki do włosów. Najgorsza była jego twarz, nie przypominała ona ludzkiej... nawet w ćwiartce. Wyglądała jak jakieś monstrum. Dziekcu wydawało się, że stwór miał na twarzy coś, co mogło przypominać zmutowanego kraba. Oczy miał żółte i wyjątkowo małe. Na głowie było widać kilka niewielkich rogów, ustawionych w rzędzie koło siebie, a tuż za nimi zaczynały się jego dziwne włosy. Cała twarz była pomarszczona, przez co dawała wrażenie jeszcze straszniejszej. Obcy był ubrany w coś, co przypominało zbroję. Na lewej ręce miał bardzo niezwykłe urządzenie, wyglądało jak mini-komputer, który prawdopodobnie spełniał wiele ciekawych funkcji. Na prawej ręce miał dziwne ostrza nadgarstkowe. Jego prawy but skrywał w sobie spory nóż. Cały gość wyglądał całkiem okazale, bardziej jak myśliwy niż wojownik, dlatego też dziewczyna nazwała go ‘Predator’em’.
Bardzo podobny do tego ‘czegoś’, co napadło mnie w lesie...” – myślała Natalie.
                Predator bacznie rozglądał się dookoła, jakby spodziewał się czegoś niedobrego, niby czegoś szukał... Tylko czego? Nie patrzył do tych wspaniałych pojemników, co oznaczało, że szukał czegoś większego. W sumie dobrze, że nie patrzył do zbiorników, bo Bóg wie, co by się stało, gdyby znalazł dziewczynkę w jednym z nich. „Pewnie nie byłby zadowolony...
Predator uważnie się rozglądał dookoła, niby spodziewał się, że coś mogłoby na niego naskoczyć. Po kilkuminutowym szukaniu zdecydowal się wrócić.
- C’jit! – burknął pod nosem.
Natalie nie do końca wiedziała co to mogło znaczyć, ale domyślała się, że to jakieś przekleństwo. Po chwili światła zgasły. Ciemność znów wróciła, ale dziewczynie to już najwyraźniej nie przeszkadzało. Dziecko czekało, upewniając się, czy Predator wróci, czy nie. Kiedy była pewna na sto procent, że nie przyjdzie, wylazła z pojemnika, uważając na M1 i wyszła na korytarz rozglądając się uważnie w każdą stronę. Szukała jakiegoś bardziej bezpiecznego miejsca, w którym można się było skryć. Bo jak długo miałaby się chować w takim dziwnym, ciasnym pojemniku? Raz jeszcze spojrzała przez okienko. Saturn zdążył zniknąć z pola widzenia, ale było widać Słońce i kilka niewielkich asteroid. Słońce wydało się być malusieńkim świetlikiem na tym wielkim, czarnym, mrocznym tle. Kilka niewielkich łez spłynęło po policzkach dziewczynki.
- Żegnaj kochana Ziemio, byłaś mi domem przez długie lata. – zapłakała, głaszcząc delikatnie szybę. Wiedziała, że już opuszcza Układ Słoneczny, a najgorsze było to, że prawdopodobnie już tu nie wróci.
Zdecydowała się sprawdzić, co było na tyłach korytarza. Sześć metrów od komórki znajdował się otwór prowadzący do ładowni, dość małej ładowni jak na taki statek, bo liczyła sobie tylko 500 metrów sześciennych. Cztery metry dalej korytarz kończył się na ogromnym włazie.
- To chyba wyjście. – Natalie nawet nie probowała się do niego zbliżać, bo kto wie, co by było, gdyby się przypadkowo otworzył...
Dziewczyna wróciła się do ładowni. Była przepełniona różnej wielkości skrzyniami. Większość z nich były czymś zapełnione, ale były też i takie, w których nie znajdowało się nic. Pudła były wykonane z podobnego materiału, co zbiorniki w komórce, ale nie były przezroczyste, kiedy patrzało się na nie od środka. „Musi to mieć jakieś znaczenie...
                Nagle cały statek zaczął się trząść. Nabierał coraz większej prędkości i z każdą sekundą trząsł się coraz bardziej. Natalie musiała się szybko schować w jednej z pustych skrzyń, póki miała jeszcze kontrolę nad swoim ciałem. Jednak zanim zbliżyła się do jakiejkolwiek z nich, usłyszała huk. Potem nastąpił wielki, ogromny wręcz, wstrząs i wszystkie kufry, które były ustawione na piramidkę, przewróciły się na podłogę, robiąc przy tym straszliwy hałas, a bałagan był nie do opisania... Dziewczynka też się przewróciła, ale prędko wstała, podbiegła do najbliższej, dużej, pustej skrzynki i zamknęła się w niej. Teraz nie myślała o niczym innym niż o długim śnie i pomimo, iż w pudełku było ciasno, broń przeszkadała jej w wygodnym ułożeniu się i całym statkiem władały wstrząsy, dziecku udało się zasnąć. Nie obchodziło ją nawet to, że w trakcie snu mogłaby zostać wykryta przez Predator’ów. Jedyne, co ją interesowało, to długi wypoczynek.
_______________
W tym rozdziale zmieniłam tylko parę słów, by się nie powtarzały, dodałam jedno zdanie i to wszystko. Rozdział 4 został skończony, czekam tylko na wasze komentarze, co do powyższej części i już czwórkę wstawiam ;)

05 lutego 2011

2. Test

Tak więc zamieszczam kolejną, przerobioną część.
____________________
2. Test


                Grupa niebieska zaczynała w samym środku lasu, co sprawiło drużynie trochę kłopotów...
- W którą stronę teraz?  - zapytał lekko zgubiony James Fineman, który miał ponoć dowodzić całą grupą.
- Nie wiesz gdzie jesteśmy? Kiepski z ciebie dowódca. – uznał Alex Black, wysoki brunet o królewskich, błękitnych oczach.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie! – syknął blondyn.
- Miano dowódcy powinno należeć do tego dzieciaka, Natalie. Ta młoda suka przynajmniej wie gdzie jesteśmy, albo przynajmniej oriętuje się gdzie iść. Prawda mały szczeniaku? – rzekł Alex z wyraźną ironią w głosie. Nie lubił tej małej, jego zdaniem, „Nic nie znaczącej” dziewczynki.
Natalie odblokowała swojego M1A1 Carbine’a i namierzyła dowcipnisia w głowę, ale zamiast tego, wycelowała w okolicy jego obuwia. Pocisk trafił prosto przed butami mężczyzny, prawie je całkiem wypalając. Chłopak w ostatniej chwili odskoczył w tył, wpadając na drzewo, by potem twardo upaść na tyłek. Emily podeszła do zdezorientowanego bruneta.
- I pomyśleć, że ona musi marnować amunicję na takiego gnojka jak ty.
- Nie musi. – odezwał się Alex. – Ale i tak wolałbym zginąć od jej ręki, niż od twojej.
- Czyżby? - kobieta spytała ironicznie. – Ja zabijam bezboleśnie, tak, że nawet się nie zoriętujesz, że mam cię na celowniku. Zaś w przypadku Natalie, będziesz dobrze wiedział, że umierasz. – dodała, śmiejąc się, niby z dobrego żartu.
Rozmowę przerwał James, - Czy ktoś mi wreszcie, u licha, zasugeruje, w którą stronę powinniśmy iść? – spytał, zniecierpliwiony.
Alex wstał, miał już dość wtulania się plecami do pnia, a także grzania tyłka o mech. Westchnął ciężko i rzekł – Powinniśmy iść w stronę wschodu. – zaproponował, przewracając oczami.
- Nie na zachód! – wtrącił się Maitiú Úll, niski, przystojny brunet o piwnych, tajemniczych oczach.
Alex podszedł do niższego Maitiú tak, że ten musiał unieść głowę wysoko w górę, by spojrzeć brunetowi w oczy.
- Idź gdzie chcesz krasnalu, ale ja idę z grupą w stronę wschodu. – rzekł groźnym tonem.
- Żyrafa nie będzie mi rozkazywać! Idziemy w stronę zachodu! – zaprotestował niski brunet.
- Ach tak?! – krzyknął Alex i zrobił zamach ręką.
Obaj mężczyźni zaczęli się ze sobą nawzajem szarpać. „I tylko o to, że nie mogą się zdecydować w którą stronę iść. A oboje się mylą, powinniśmy iść na północ...” – Natalie szepnęła w myślach i spojrzała w ich stronę. Teraz to już się bili. „Zawsze o nic. To się nigdy nie skończy...” – pomyślała dziewczyna. Jak mówiła jej siostra – Alex i Maitiú zawsze kłócili się o byle gówno, a czasu mało...
                Dziecko rozejrzało się dookoła. Drzewa, paprocie, trawa, mech... Znała te miejsca, uwielbiała spacerować po lesie. Jednak tutaj coś nie pasowało. Ta nieprzenikniona, osobliwa cisza... Ani jednego ptaka... Po prostu nic. Natalie podejrzewała coś. Tak, coś na pewno ich obserwuje. Zwierzę? Z pewnością nie. Człowiek? Też nie. Więc co..?
Dziewczyna przykucnęła i opuszkami palców delikatnie przejechała po glebie. Ziemia była lekko wilgotna i podeptana. Zauważyła świeży ślad jakiegoś nienormalnych rozmiarów buta. Nie należał on do nikogo z jej grupy, nikt nie nosił takich rozmiarów. Nawet sobie wysoki człowiek.
Dziecko poczuło delikatne drżenie pod stopami. Leciutki ruch przed nią. Jakieś 10m od niej. Coś nadchodziło... Natalie sięgnęła po M1A1 i wycelowała w najbliższe krzaki, skąd ruch pochodził. Krzaki otaczała dziwna mgiełka, podobna do tej, którą wcześniej widziała skrytą na drzewie. Namierzyła tamto miejsce „Przecież tam nic nie ma...” – stwierdziła, ale ciągle miała ten obszar namierzony.
Cień zaczyna się wolno i nieznacznie przesuwać w stronę dziewczyny. Dziecku wpadło coś do oka, musiała je przetrzeć. Natalie już chciała zaalarmować grupę o niebezpieczeństwie, gdy zobaczyła coś niezwykłego. Światło. Trzy kropki, niczym trzy lasery zmierzały w stronę dziewczynki z odległości pięciu metrów. „Co to?” – zastanawiała się. Trzy kropeczki ciągle zmierzały w stronę dziecka. I wtedy zobaczyła postać. Miała na sobie nieziemski kamuflaż, który załamuje światło – przez to była dla Natalie prawie niewidoczna. Oznaczało to, że to ‘coś’ pochodziło z zupełnie innego świata. W ułamek sekundy dziewczyna mogła postać dokładnie zmierzyć i ocenić, czy ma z tym ‘czymś’ jakieś szanse – „... Wzrost ponad dwa metry, waga na oko 300 funtów (funt – jednostka masy równa 0.5kg). Moje szanse równe są – minimalne. Cholera...
Laser zatrzymał się na klatce piersiowej dziewczyny. Widziała, że to ‘coś’, czymkolwiek było, miało właśnie zamiar w nią strzelić.
- Padnij! – wydała komendę.
Alex i Maitiú przestali dyskutować, a Emily i James, jak oparzeni przykucnęli i przygotowali broń. Później dołączyli do nich dwóch brunetów. Dziewczynka w tym czasie szybko przeturlała się do drzewa, które stało po jej prawej stronie. Grupa poczęła strzelać we wskazanym przez dziecko kierunku. Postać zaczęła gorączkowo rozsadzać wszystko dookoła. Trafiała w drzewa, krzaki... w każde wolne miejsce... po prostu wszędzie. Ale miało już uciec. Natalie wzięła swój karabin, napakowała magazynek nabojami, ktore miała przypięte do spodni, odblokowała broń i szykowała się do ostatecznego strzału...
- Natalie! – wrzeszczała jej siostra, - Kryj się!
- Nie! Nie mogę was zostawić! – odkrzyknęła, była już gotowa, by wyjść zza drzewa i zadać napastnikowi ostateczny cios.
- Nie protestuj! Rób, co mówię! Uciekaj! Zginiesz! – rozkazała Emily, ale Natalie wyraźnie ją olewała, - NATALIE! – jęknęła jej siostra.
Dziewczynka jednym, płynnym ruchem wyszła zza drzewa, namierzyła intruza i wystrzeliła łuski jedna po drugiej, z krótkimi przerwami. Usłyszała glośny, krótki, ale przeraźliwy ryk. I cisza... Była pewna, że trafiła, ale czy skutecznie..? Wszystko milczało przez chwilę. Natalie już opuszczała broń, gdy zobaczyła zbliżający się ku niej, z niezwykłą prędkością, świetlisty pocisk. Padła szybko na ziemię, zabezpieczając jednocześnie broń, skręciła w prawo i poczołgała się najszybciej, jak umiała. Swojego M1A1 trzymała mocno w prawej ręce, „... w razie czego...”. Słyszała huk strzał. Karabiny i inne bajery oraz dziwną broń napastnika. Dziewczynka teraz musiała opuścić swoją grupę. W jej mniemaniu nie było to zbyt honorowe zachowanie, wręcz haniebne. Żołnierz nie postąpiłby tak. Ale chciała uciec, przeżyć. Ba! A kto by nie chciał? Ale to jej siostra nakazała jej uciekać, więc wykonała rozkaz.
Z czołgania przeszła na kucki. Obejrzała się za siebie i przeszła do pozycji prostej. Zaczęła biec, nie oglądając się już za siebie. Biegła i bolały ją nogi z wyczerpania, wiedziała, że nie pociągnie dłużej, ale nie przestawała. Musiała poczuć się bezpiecznie, znaleźć się na odpowieniej odległości. W pośpiechu szukała schronienia. „Najlepiej jakaś pusta nora! Pusta nora, pusta nora. Pusta nora...” – powtarzała, „Jest!”.
Natalie zobaczyła ciemną norkę. W biegu wślizgnęła się do niej, przy czym zdzierając sobie kolano o ostry kamień. Nora pozornie wydawała się dość małą dziurką, mimo iż dwumetrowy mężczyzna mógłby się w nią spokojnie zmieścić. A tak na prawdę była dość duża, głęboka. Dziecko ciężko mogło cokolwiek zobaczyć. W norze było dziwnie ciemno, a światło z dworu blokowało wszystko. Dziewczynka weszła trochę głębiej, uważając na broń. Po kilku metrach zdecydowała się już dalej nie ruszać. Schowała się za jakimś dużym głazem. Myślała o Emily... Jej myśli błądziły po różnych scenariuszach, każde kończące się śmiercią Emily. Ale jej serce ciągle podpowiadało – „Ona żyje”. Natalie była wykończona. Bolała ją głowa, nogi, ręce bardzo się trzęsły, oczy zamykały się same... Dziecko musiało je co chwila otwierać, by nie zasnąć, ale męczyła się tym jeszcze bardziej. Coś nagle szepnęło jej dosłownie nad uchem –
- Śpij. Nie skrzywdzę cię.
Był to bardzo niski głos i brzmiał jakoś nieludzko. Ale był on przyjemny, kojący każdy ból... Natalie poczuła czyjś ciepły oddech na szyji i troszkę na lewym policzku.
- Nie bój się, śpij. – usłyszała znowu po kilku sekundach.
Tym razem to podziałało na dziewczynkę jak jakaś hipnoza... Ułożyła się najwygodniej jak mogła na podłożu, przewróciła na lewy bok, zostawiła broń w pobliżu i zamknęła oczy. Po chwili poczuła wyraźnie, jak ktoś kładzie się obok niej za plecami i trzyma ją mocno w ramionach. To było takie miłe, ciepłe uczucie... Niby ten, co ją obejmował sprawiał wrażenie opiekuńczego. Natalie poczuła się bezpiecznie. Zapomniała o napastniku w lesie i o innych niebezpieczeństwach. Dziewczyna zasnęła.
*
                Dziecko zasnęło szybciej niż myślał. Nie sądził, że dziewczynka poczuje się tak bezpiecznie i po prostu zaśnie. I tu był jej błąd. Nie wiedziała, że niebezpieczeństwo siedziało tuż za jej plecami – Łowca z kosmosu, Yautja, który wytropił i wybił całą jej grupkę, łącznie z jej siostrą.
- Nt’li. – próbował wymówić jej imię, - Nat’lie. – trudził się, - Natalie. – w końcu zaakcentował jej imię prawidłowo. – Więc tak masz na imię, Natalie... – dodał szorstkim głosem w swoim ciężkim, trudnym języku.
Upewnił się, że dziecko mocno śpi, a dla pewności, wyciągnął jakąś fiolkę, przywiązaną do pasa. W środku znajdował się świecący, purpurowy płyn.
- Będziesz spała długo. Nie mogę pozwolić, byś obudziła się w drodze do statku. – i wlał kilka kropel do ust dziecka, po czym przywiązał fiolkę z powrotem. Wziął dziewczynkę na ręce, razem z jej karabinem, przytrzymał mocno do piersi i opuścił ciemną norę.
**
                Tymczasem, do bazy wróciła grupa Czerwona. Jednak nie wszyscy... Było ich tylko trzech z pięciu, z Nicholas’em na czele. Zdawali się uciekać. Tylko przed czym..?
- Co do licha? – ‘Generał’ był całkiem zdezorientowany przebiegiem sytuacji, dodatkowo kazał żołnierzom nie krzywdzić dziewczynki, ale nie wróciła z nimi...
Nicholas szybko podbiegł do dowódcy, chciał wyjaśnić całą sprawę. Lecz za nim mógł cokolwiek powiedzieć Jack złapał go za gardło i zaczął powoli dusić.
- Gdzie ona jest?! – padło pierwsze pytanie. – Dlaczego nie jest z wami? Kazałem wam nie robić jej krzywdy! – dodał, krzycząc i zacisnął mocniej dłoń na krtani chłopa.
- N-nie ma... je-ej s-sir... – odparł Nicholas, krztusił się, przełykając własną krew. – Ni-ie m-mogliśmy jej zna-aleźć s-sir.
- Nie ma?! Nie mogliście jej żołnierzu znaleźć?! Gdzie ona jest?! I gdzie jest reszta?! – mężczyzna zacisnął jeszcze mocniej dłoń na gardle Nicholas’a, tak, że ten mógł ledwo oddychać. – GDZIE ONI SĄ?!
- Nie m-mam po-ojęcia Generale! Znaleźliśmy t-tylko ciała je-ej siostry, Alex’a, Maitiú i James’a. – Nicholas począł się cały wyrywać, by uwolnić się od silnego uścisku dłoni zastępcy Generała. Na próżno, więc dokończył, póki miał jeszcze dech w płucach. – N-nic więcej sir. Później zniknęli na-am Eric i Chris. Prawd-dopodobnie nie ż-żyją. – Na te słowa Jack puścił mężczyznę. Chłopak upadł ciężko na ziemię, starając się złapać oddech. Lee przyglądał się przez chwilę pozostałym towarzyszom Nicholas’a. Na ich twarzach widniało przerażenie, a głęboko w sercach, choć tego nie widział, strach.
- Coś tam było... – wydyszał Nicholas. – I to zabrało Eric’a i Chrisa.
- Co tam było? – zastępca odwrócił się w stronę leżącego jeszcze na ziemi, Nicholas’a. On nie odpowiadał. Jakby błądził gdzieś daleko myślami. Gdzieś, gdzie stworzenie ludzkie na pewno nie chce się znaleźć...
- Co to było? – powtórzył pytanie Lee. – Huston..?
Nicholas pozostał w bezruchu. Jedynie posłał Jack’owi mordercze, jednocześnie wystraszone spojrzenie. Po czym rzekł – Nie jestem pewien sir...