02 maja 2011

5. Zwidy?

          Natalie była wyczerpana, ale nie mogła zasnąć, musiała czuwać. Coś jednak sprawiało, że czuła się nienormalnie sennie… Kiedyś już miała takie uczucie, i to całkiem niedawno. Dziewczynie wydawało się, że znowu słyszy te same słowa, te same szepty, które prawdopodobnie były przyczyną tego, że była tu, a nie na Ziemi…
Dziecko ledwo mogło cokolwiek zobaczyć. Czuła jak energia ją opuszcza. „Zmęczenie, bezradność, wyczerpanie…” – w jej głowie snuły się rozmaite słowa określające ‘słabość’. Widziała też obrazy, przedstawiały one ją samą, walczącą z Predatorami, jakimiś czarnymi jaszczurami… - „Widziałam je we śnie…” – i… z ludźmi. Nie to się nie zgadzało… z ludźmi? A skąd ludzie na tej planecie?
Senność. Z jej oczu roniły się łzy. Musiała je zamknąć, odpocząć, przespać się… ale nie mogła. Nie mogła sobie pozwolić na sen, nie w takiej chwili. Jeśli tamten budynek faktycznie był bazą, to musiały tu być jakieś patrole-obszarówki. Czyli łowcy z niezłym wyposażeniem „Działka plazmowe, mini komputery, ostrza nadgarstkowe, noże i inne zabawki… no po prostu super.” – Natalie nie była tym zachwycona. Jedyną broń, jaką posiadała był M1… nóż się nie liczył, był zbyt mały, w porównaniu do tych wielkich półmetrowych noży…
Powieki dziewczyny już miały się zamknąć, ale tak się nie stało. Jej oczy zalały się wodą, a dziecko nie miało tyle energii by je przetrzeć. Była już prawie ślepa od łez. Nagle na tle zielonych drzew pojawiła się ciemna postać. Natalie uznała to za jakąś ‘plamę’. Dziecko nie mogło wiele zobaczyć. Jej umysł musiał się ponownie zregenerować i nabrać sił, a ciało namawiało go do posłuszeństwa. Kształt przybliża się wolnym krokiem do dziewczynki na odległość trzech metrów. Natalie próbuje skupić wzrok na tej ciemnej ‘plamie’ i mruży oczy. Wyostrzyło to trochę jej wzrok, ale dziecko nadal nie widzi sylwetki tego ‘kogoś’. Postać jest już metr od niej. Wygląda jak dwumetrowy człowiek. Nie, to musi być Predator. Już ją ktoś znalazł, nie będzie miała jakichkolwiek szans, to koniec. Natalie zamyka oczy. Łzy przestają wydobywać się z jej powiek, nie otwiera ich. Dziewczynka czeka, aż dostanie jakimś pociskiem w głowę, albo jakaś włócznia przeszyje jej brzuch na wylot. Słyszała jak łowca kuca. Na twarzy czuła zimny oddech, była pewna, że zaraz zginie.
*
          Yautja przyglądał się dziewczynce z zainteresowaniem. Nigdy wcześniej nie spotał się z takim zachowaniem u ludzi. Akceptacja przegranej, akceptacja śmierci… Takie wrażenie stawiała twarz dziecka. Nie chciał jej zabić, chciał tylko sprawdzić, czy wszystko z nią w porządku, chciał popatrzeć. On ją tu ściągnął i on musiał jej pilnować. Nie było to łatwe zadanie. Dżungla była domem wielu zwierząt, które mogłyby wyrządzić krzywdę dziecku. Czemu ją tu zabrał? Czy była godnym przeciwnikiem, wyzwaniem? Z pewnością, ale dla niego była oomańskim szczenięciem, nie można mu wyrządzić krzywdy. Była słaba, niewiele warta uwagi. I tu tkwił jego błąd, błąd każdego, kto widzi to dziecko po raz pierwszy. Nie była słaba i jak najbardziej była warta uwagi. Tylko szkoda, że łowca o tym nie wiedział…
Predator spojrzał na dziewczynę. „C’jit!”  - przeklął w myślach. „Co teraz? Pokażę się z tym bachorem i oboje będziemy mieli kłopoty… I to mi się najbardziej oberwie, bo zabiłem jej siostrę i sprowadziłem ją tutaj. Pauk! Będę musiał jej uważnie pilnować, by nikt jej nie znalazł… A Luar-ke i Dekna prawie by jej nie odkryli…” – przeraził się.
          Mini komputer łowcy zaświecił się czerwonym światełkiem i począł cichutko pikać przez pierwsze dziesięć sekund, potem Yautja wcisnął jeden z guzików, by to wyłączyć. Wzywali go w jakiejś konkretnej, ważnej sprawie. Nie mógł dłużej zostać z dzieckiem „Później ciebie znajdę…”. Wstał. Obejrzał się za nią, włączył kamuflaż i poszedł swoją drogą.
*
          Przez chwilę czuła zimny oddech Predator’a. Mogłaby też przysiąc, że ten się jej uważnie przyglądał, czuła jak pot spływa z każdej części jej ciała, jak jej twarz rumieni się… Niby jego wzrok mógłby ją całą podpalić. Zginie, była głupia. Uciekła ze statku, nie myśląc o konsekwencjach „Jak można być tak bezmyślnym?”. Chwilę później zrobiło jej się zimno. Dziewczyna otworzyła oczy, a teraz już miała siłę by je przetrzeć. Spodziewała się zobaczyć napastnika, ale już go nie było… Czarna ‘plama’ tak jak z nikąd się pojawiła, tak gdzieś się rozmyła wśród zieleni. Jakby Predator tak po prostu odpuścił. Pogapił się na nią chwilę i odpuścił? „Co do licha? Zdawało mi się?”. Nie było to normalne. Poprzednia dwójka ruszyła za nią i wcale nie chciała odpuścić, a teraz? Ten ją widział, podszedł bardzo bliko niej i się zmył… „Musiało mi się tylko przewidzieć…” uznała Natalie, choć nie mogła tego w pełni zaakceptować.
          Nie mogła liczyć na czyjąś pomoc, musiała radzić sobie sama. To było wyzwanie, o wiele trudniejsze niż taki ‘teścik’, którego i tak nie ukończyła… ale to było coś innego. Prawdziwy test, który można zdać jedynie uchodząc z życiem. Pierwszym krokiem było znaleźć sobie dobrą kryjówkę, a nawet kilka… ale nie w tym miejscu. Zbyt blisko bazy i zbyt blisko zagrożenia. „A może gdyby tak głębiej zejść w dżunglę? Poznać trochę terenu?” taki pomysł najbardziej jej odpowiadał.
Dziewczyna wstała, rozejrzała się. Żadnego zwierzęcia, ni ptaka. Głucha cisza. Wiatr wiał prosto w jej twarz. Zapach roślin wabił ją głębiej w las. Wzięła głęboki oddech i pobiegła prosto przed siebie. Tam było to, czego szukała, schronienie.
**
          Zastępca Generała nigdy nie sądził, że do czegoś takiego dojdzie. Stracił przynajmniej sześciu wspaniałych żołnierzy, a co gorsza, Natalie w tej sytuacji też mogła być już martwa. „Ale w takim razie gdzie podziało się jej ciało..? I jak do tego doszło..?”.
- Co się tam dokładnie wydarzyło, Huston? – po chwili zadał pytanie Lee, widząc, że Nicholas oddycha już ustabilizowanym, spokojniejszym tępem.
On nie odpowiadał. Stał i gapił się w nicość, która była wszędzie. Błądził myślami, zaglądał we wspomnienia... „Łowca, drapieżnik, obcy...”.
- Nicholas..? – zapytał ponownie Lee, ale chłopak nadal milczał. – Nicholas! Ocknij się do diabła! – i dał mu solidnego liścia w gębę.
Wtedy mężczyzna się ocknął. Podparł się ściany i spojrzał Jack’owi w oczy.
- Co się stało? – powtórzył pytanie Lee.
Huston przyjrzał się zastępcy dokładnie. Za jego plecami czaiła się dziwna mgiełka...
- Generale! To COŚ jest za panem! Niech pan ucieka! – zawołał jeden z towarzyszy Nicholas’a, Billy, łapiąc za swojego M1A1. Drugi towarzysz, Lukas, pociągnął Billy’iego za ramię, odsuwając kumpla jak najdalej od tamtego miejsca, a samemu wpychając się na przód. Nicholas zrobił kilka szybkich kroków w tył, chwycił to, co miał przy sobie i wymierzył w głowę Generała.
- Proszę mi wybaczyć Generale... – zaczął Nicholas, powstrzymując w sobie strach. Jego serce biło niezwykle szybko, w stresie i w obawie, że zaraz przestanie bić.
- Co jest za mną?! – zawołał w agonii Lee, ale było już za późno... Chłopak odwrócił się, zdołał jedynie zobaczyć żółte, świecące oczy maski kosmity, nim błękitny pocisk przeszył jego brzuch. Ciało mężczyzny eksplodowało, rospryskując krwią dookoła z której kilka kropel wylądowało na twarzy Lukas’a.
- Kurwa! Spieprzajmy stąd! – zawołał Billy i popędził przed siebie, a za nim Nicholas i Lukas.
Drogę zastąpił im jeden z pozostałych żołnierzy szkolących się w bazie. Klęczał na podłodze, błagając i modląc się o coś.
- Co się dzieje? – zapytał Nicholas, podbiegając do proszącego człowieka i przysiadł przy nim.
- Nie! – zawołał tamten, – Nie zabijaj mnie! Nie! – skrył swoją twarz w rękach, jakoby miało to w jakikolwiek sposób pomóc.
Nicholas obejrzał sobie skulonego mężczyznę z góry do dołu. Mógł doskonale zobaczyć łzy pomiędzy szparami jego palców, jego mundur i twarz były przesiąknięte zeschłą krwią, jednak nie wiedział, czy to była jego krew, czy kogoś innego. Nicholas spojrzał w stronę swoich kompanów, przerażony.
- On... on... – chłopak jąkał się chwilę, po czym dokończył. – To zabiło innych.
- Co? – niezrozumiał Nicholas, – Jak? – padło pytanie, mężczyzna nie rozumiał jak to mogło się stać. Skurwysyn nie mógł się rozdwoić! Jedna, jedyna opcja to tylko ta, że matkojebca nie był sam...
Nie uzyskał jednak odpowiedzi. Żołnierz opadł bezwładnie głową na kolana Nicholas’a i już nie wstał. Na plecach mężczyzny płynęła sobie szersza strużka krwi, której jego szyja była źródłem.
- Choć Tough One, jego rany są zbyt głębokie, karetka i szpital tu nic nie wskórają.
- Czym to gówno u licha jest? – westchnął Nicholas i pobiegł, chciał jak najszybciej stąd uciec.
Lukas przyglądał się jeszcze martwemu żołnierzowi, kiedy coś zaszeleściło w krzakach. Mężczyzna chciał sprawdzić co to dokładnie było. Podszedł do roślin powoli, ale kiedy już miał się przekonać, co wywołało szelest, coś chwyciło go w karku i rzuciło o najbliższe drzewo z taką siłą, że Lukas o mało nie stracił przytomności. Z oczu ciekła mu woda, ale doskonale widział co go otaczało. I wtedy się przeraził. Z gęstych gałęzi pobliskich drzew wisiały dziesiątki oskórowanych zwłok kobiet i mężczyzn, ociekające świeżą krwią. Poznał, że to zwłoki żołnierzy. Zaskomlał cicho ze strachu, brzmiało to jak cienki pisk małej, przerażonej dziewczynki, gdy znajdzie małego pajączka pod łóżeczkiem. Później zobaczył swój koszmar. Łowca w masce ukazał swoją obecność, wyłaniając się z pustej przestrzeni.
- Pomocy! – wołał młody żołnierz, mając nadzieję, że jego dwaj kumple zawrócą i zabiją to kosmiczne paskudztwo. Ale nic, nikt nie odpowiadał, nikt nie przybiegał. – Pomocy! – zawołał raz jeszcze, o wiele głośniej niż poprzednio, myśląc, że ktoś go jednak usłyszy.
          Nicholas i Billy nie uciekli za daleko, gdy spostrzegli się, że ich przyjaciel im nie towarzyszy.
- Lukas! – zawołał Nicholas, przestraszony i niezadowolony z przebiegu sytuacji. – Lukas!
Odpowiedział mu ryk zmieszany z płaczem, błagalny, proszący się o pomoc.
- Lukas! – krzyknął Billy. – Gdzie jesteś? Zaraz tam będziemy!
Jeszcze jeden ryk z oddali. Ale ten był pełen bólu, przerażenia i cierpienia. A potem cisza...
- Nie pomożemy mu już. – zaczął Nicholas.
- Zróbmy coś! Nie możemy go tam tak zostawić! – protestował Billy.
- Nie dobiegniemy tam zanim nastąpi zgon. Musimy go zostawić! – Tough One mocno pociągnął kolegę za ramię, kierując go za sobą.
- Nie podoba mi się to... – jęknął Billy. Przez moment patrzył w stronę, z której ostatni raz usłyszał głos swojego, prawdopodobnie już konającego, komrada, - Nie podoba mi się to... – powtórzył.

4 komentarze:

  1. Ann_Darkwater2 maja 2011 20:12

    Coraz lepiej. Bardzo mi się podobało. Czekam na dalszą część

    OdpowiedzUsuń
  2. Cud, miód i orzeszki pistacjowe, ale mam maleńkie zastrzeżenie do tej części z ludźmi. Mianowicie, na początku jest trochę chaotycznie i nie bardzo można się połapać, o co chodzi i gdzie dzieje się akcja. Nie wiadomo, czy to baza czy jeszcze test w lesie, czy akcja toczy się równolegle do tej na innej planecie czy wydarzenia opisane działy się przed odlotem Natelie. Rozumiesz. Kiedy czytałam początek akapitu myślałam, że oni są w biurze "Generała" ale potem to już nie wiem. To tak gwoli tego, że jesteśmy wobec siebie szczere. Reszta dobra, nie mam zastrzeżeń - smakowało. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż... czekam na ciąg dalczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy będzie następny wpis? Bo doczekać się nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń