27 lutego 2011

3. Przebudzenie

3. Przebudzenie



                Natalie ocknęła się jakoś pół godziny później. „Karabin! Gdzie on się podział?”, próbowała po omacku znaleźć swoją zgubę. „Nie ma, nie ma... Jest!”. Jej M1 leżał tuż obok jej prawej ręki. Dziewczyna leżała gdzieś, gdzie oczywiście nie powinna być. Usiadła i próbowała przywołać swoją pamięć do porządku. Starała się dokładnie określić swoją pozycję, miejsce w którym się znajdowała, ale na próżno. Dziecko otaczała wielka, nieprzenikniona ciemność. Natalie rozglądała się uważnie, szukając najmniejszego strumienia światła, wyjścia, jej wybawienie. Czuła ruch, lekkie drżenie podłoża. Wydawało jej się, że gleba, na której siedziała minimalnie porusza się w jakąś stronę. Dziecko wstało. Jej oczy były już przyzwyczajone do tej okrutnej, czarnej ciemności, w której się znajdowała, ale mrok ciągle ogarniał jej oczy, nie mogła wiele zobaczyć... Za nią była ściana, znak, że ciągle znajdowała się w jakimś mniej określonym pomieszczeniu. Dziewczyna przyłożyła ręce do ściany i zaczęła przesuwać się w lewo, by zbadać jej długość. Jednocześnie przyłożyła swoje prawe ucho i nasłuchiwała czy skądś zza ściany nie wydobywa się czyichś głos, ale słyszała tylko cichy, głuchy szum. Ściana była równiusieńka, gładka, żadnych górek lub dołków, jak normalna ściana domu z tym wyjątkiem, że zamiast drewna, bądź cegły przypominała metal w dotyku.
- Szyba..? Co ja robię w norze z metalowymi ścianami, huh? Gdzie jestem..?
Zaczęło ją to irytować, jednocześnie przerażać. Wiedziała, że wlazła głęboko do ogromnej nory, a nory nigdy nie mają równych, gładkich ścian. Przypomniała sobie właśnie, co się stało zanim zasnęła... Ktoś był przy niej. Ale kto? Jeśli był to ten napastnik, który zaskoczył ją w lesie... Nie chciała o tym myśleć, ale czarne obrazy same snuły się po jej głowie... Dobrze pamiętała słowa tego ‘kogoś’ – „... nie skrzywdzę cię...”, „... nie skrzywdzę...”, „... nie...” i co kilka sekund powtarzało się to samo.
                Przed oczami Natalie ukazał się maleńki, prawie niewidoczny strumyk światła. Wydobywał się on ze ściany, którą właśnie badała. Dziewczyna podeszła bliżej, by się temu przyjrzeć. I ku jej zdumieniu było to malutkie, niewielkie okienko. Natalie była zaskoczona takim znaleziskiem, ale jeszcze bardziej była zaskoczona, kiedy przez nie wyjrzała. Wyraźnie widziała maluteńkie Słoneczko w oddali, na wielkim, czarnym tle. Ale nienormalnie maleńkie Słońce nie było tym, co naprawdę przyciągnęło uwagę dziecka. Była to ogromna kula z jej wspaniałymi pierścieniami dookoła niej. Natalie mogła to przypisać tylko do jednej, jedynej rzeczy jaką znała – planeta Saturn z jej pięknymi pierścieniami i z kilkoma księżycami dookoła. To wszystko było cudowne, ale i straszne. Natalie wlaśnie oddalała się od Saturna, a nie mogło minąć więcej niż trzy godziny od czasu, kiedy zasnęła.
- O ku... – zaczęła, ale umilkła zanim powiedziała całość... – rde. – dodała.
Dziewczyna już mniej-więcej była pewna, że jest na pokładnie statku kosmicznego, ale bardziej przerażający był fakt, że to nie był ludzki statek. Nikt na Ziemi nie jest w stanie wystartować statkiem kosmicznym, znaleźć się poza Ziemską atmosferą i zbliżyć się do Saturna w przeciągu zaledwie trzech godzin! Poza tym ludzie boją się nawet zbliżyć do Marsa z załogą, a co dopiero do Saturna! Dziecko nie mogło wytrzymać z emocjami.
- Gdzie ja do cholery jestem i co ja tu u diabła robię?! – Natalie dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że nie dość, że przeklina, to jeszcze drze się jak szalona.
- O kurka... Czy ja właśnie przeklinam i drę się jak chora? – powiedziała, waląc się jednocześnie ręką w czoło.
I niby przypadkowo, niby w odpowiedzi na jej wszystkie pytania, w pomieszczeniu, w którym się znajdowała, zapaliło się światło. Dziecko zasłoniło oczy ręką. Fala okrutnie rażącego ciepła przeszyła przez dziewczynę niczym strzała. To stało się tak szybko... Natalie skręciła się z bólu. Zawyła rozpaczliwie. Jej ciało okazało się być bardzo wychłodzone, jakby przez te trzy godziny przebywała w lodówce. I to w tak zimnej temperaturze, że reagowała na sztuczne światło, które wcale nie wytwarzało ciepła.
Dziecko rozejrzało się dookoła. To tylko potwierdziło jej obawy... Teraz była już pewa, że faktycznie znajduje się na pokładzie statku innej cywilizacji. Konstrukcja statku była wyjątkowo dziwna: całą lewą stronę statku zajmował ogromny korytarz, który prowadził do każdej sali; po prawej stronie znajdowało się każde pomieszczenie za wyjątkiem sterówki, która znajdowała się na samym przodzie i wyjście, które zajmowało cały tył. Statek nie wyglądał na jakiś nowy, kurz znajdował się prawie na każdej ścianie. Według dziewczyny, ten statek mógłby się idealnie nadawać do jakiegoś muzeum tej cywilizacji.
Natalie ustawiła się przodem do ściany z oknem i zrobiła kilka niewielkich kroków w tył. Po jej prawej stronie ciągnął się długi korytarz, a po lewej ciągął się gdzieś niewiele dalej. Musiała znajdować się gdzieś na tyłach. Dziecko spojrzało się za siebie. Za nią zajdował się właz, który mometalnie otworzył się, kiedy dziewczyna się do niego zbliżyła. Była to malutka izba, w której zajdował się sprzęt, ktorego Natalie nie mogła do niczego przypisać. Jedyne, co mogła rozpoznać, to przypominające beczki pojemniki, które mogły być wykonane z materiałów podobnych do żelaza i stali.
                Nagle, niezmąconą ciszę przerwały ciężkie, ale szybkie kroki bijące o podłogę z prawej strony korytarza, zmierzające w stronę Natalie. Dziewczyna nie zastanawiała się ani na sekundę, wzięła M1 w rękę i weszła do jednego z beczkowatych pojemniczków, które znajdowały się w komórce. Kontener był ciasny, ale nie przeszkadzało to Natalie. Interesowało ją bardziej to, z czego taki zbiornik jest wykonany. Z zewnątrz wyglądał podobnie do żelaza lub stali, ale kiedy oglądało się go od wewnątrz, wydawał się on niemal przezroczysty. Był on też niezwykle szczelny, według dziewczyny nie przepuszczał on ciepła, co mogło się bardzo przydać.
Właz do komórki zamknął szybko i cichutko, ale kroki było słychać już bardzo wyraźnie. W kilka sekund po zamknięciu się włazu, otworzył się ponownie. Oczom Natalie ukazała się wyjątkowo dziwna istota, która budową ciała przypominała ludzkiego mężczyznę, ale musiał być, co najmniej o głowę wyższy od dosyć sporego mężczyzny, bo sięgał aż dwa przyzwoite metry. Skórę miał jasno-zielonego koloru, mieszającą się z pomarańczowym, pokrytą brązowymi plamkami. Jego włosy były czarne, trochę dłuższe niż do ramion, ogólnie przypominały dredy ze względu na ich grubość. Miał na nich coś, co moglo przypomniać gumki do włosów. Najgorsza była jego twarz, nie przypominała ona ludzkiej... nawet w ćwiartce. Wyglądała jak jakieś monstrum. Dziekcu wydawało się, że stwór miał na twarzy coś, co mogło przypominać zmutowanego kraba. Oczy miał żółte i wyjątkowo małe. Na głowie było widać kilka niewielkich rogów, ustawionych w rzędzie koło siebie, a tuż za nimi zaczynały się jego dziwne włosy. Cała twarz była pomarszczona, przez co dawała wrażenie jeszcze straszniejszej. Obcy był ubrany w coś, co przypominało zbroję. Na lewej ręce miał bardzo niezwykłe urządzenie, wyglądało jak mini-komputer, który prawdopodobnie spełniał wiele ciekawych funkcji. Na prawej ręce miał dziwne ostrza nadgarstkowe. Jego prawy but skrywał w sobie spory nóż. Cały gość wyglądał całkiem okazale, bardziej jak myśliwy niż wojownik, dlatego też dziewczyna nazwała go ‘Predator’em’.
Bardzo podobny do tego ‘czegoś’, co napadło mnie w lesie...” – myślała Natalie.
                Predator bacznie rozglądał się dookoła, jakby spodziewał się czegoś niedobrego, niby czegoś szukał... Tylko czego? Nie patrzył do tych wspaniałych pojemników, co oznaczało, że szukał czegoś większego. W sumie dobrze, że nie patrzył do zbiorników, bo Bóg wie, co by się stało, gdyby znalazł dziewczynkę w jednym z nich. „Pewnie nie byłby zadowolony...
Predator uważnie się rozglądał dookoła, niby spodziewał się, że coś mogłoby na niego naskoczyć. Po kilkuminutowym szukaniu zdecydowal się wrócić.
- C’jit! – burknął pod nosem.
Natalie nie do końca wiedziała co to mogło znaczyć, ale domyślała się, że to jakieś przekleństwo. Po chwili światła zgasły. Ciemność znów wróciła, ale dziewczynie to już najwyraźniej nie przeszkadzało. Dziecko czekało, upewniając się, czy Predator wróci, czy nie. Kiedy była pewna na sto procent, że nie przyjdzie, wylazła z pojemnika, uważając na M1 i wyszła na korytarz rozglądając się uważnie w każdą stronę. Szukała jakiegoś bardziej bezpiecznego miejsca, w którym można się było skryć. Bo jak długo miałaby się chować w takim dziwnym, ciasnym pojemniku? Raz jeszcze spojrzała przez okienko. Saturn zdążył zniknąć z pola widzenia, ale było widać Słońce i kilka niewielkich asteroid. Słońce wydało się być malusieńkim świetlikiem na tym wielkim, czarnym, mrocznym tle. Kilka niewielkich łez spłynęło po policzkach dziewczynki.
- Żegnaj kochana Ziemio, byłaś mi domem przez długie lata. – zapłakała, głaszcząc delikatnie szybę. Wiedziała, że już opuszcza Układ Słoneczny, a najgorsze było to, że prawdopodobnie już tu nie wróci.
Zdecydowała się sprawdzić, co było na tyłach korytarza. Sześć metrów od komórki znajdował się otwór prowadzący do ładowni, dość małej ładowni jak na taki statek, bo liczyła sobie tylko 500 metrów sześciennych. Cztery metry dalej korytarz kończył się na ogromnym włazie.
- To chyba wyjście. – Natalie nawet nie probowała się do niego zbliżać, bo kto wie, co by było, gdyby się przypadkowo otworzył...
Dziewczyna wróciła się do ładowni. Była przepełniona różnej wielkości skrzyniami. Większość z nich były czymś zapełnione, ale były też i takie, w których nie znajdowało się nic. Pudła były wykonane z podobnego materiału, co zbiorniki w komórce, ale nie były przezroczyste, kiedy patrzało się na nie od środka. „Musi to mieć jakieś znaczenie...
                Nagle cały statek zaczął się trząść. Nabierał coraz większej prędkości i z każdą sekundą trząsł się coraz bardziej. Natalie musiała się szybko schować w jednej z pustych skrzyń, póki miała jeszcze kontrolę nad swoim ciałem. Jednak zanim zbliżyła się do jakiejkolwiek z nich, usłyszała huk. Potem nastąpił wielki, ogromny wręcz, wstrząs i wszystkie kufry, które były ustawione na piramidkę, przewróciły się na podłogę, robiąc przy tym straszliwy hałas, a bałagan był nie do opisania... Dziewczynka też się przewróciła, ale prędko wstała, podbiegła do najbliższej, dużej, pustej skrzynki i zamknęła się w niej. Teraz nie myślała o niczym innym niż o długim śnie i pomimo, iż w pudełku było ciasno, broń przeszkadała jej w wygodnym ułożeniu się i całym statkiem władały wstrząsy, dziecku udało się zasnąć. Nie obchodziło ją nawet to, że w trakcie snu mogłaby zostać wykryta przez Predator’ów. Jedyne, co ją interesowało, to długi wypoczynek.
_______________
W tym rozdziale zmieniłam tylko parę słów, by się nie powtarzały, dodałam jedno zdanie i to wszystko. Rozdział 4 został skończony, czekam tylko na wasze komentarze, co do powyższej części i już czwórkę wstawiam ;)

3 komentarze:

  1. Nie pamiętam już tak dobrze pierwszej wersji, ale mimo poprawek znalazło się jeszcze parę zdań z powtórzeniami. Są takie dwa zdania, gdzie trzy razy jest powtórzone słowo "gdzieś".
    Teraz fabuła, a w zasadzie - zachowanie dziewczynki, myślę, że powinna być bardziej przerażona, rozumiem, że wojsko i tak dalej, ale dzieci są jednak delikatne i wielu rzeczy nie rozumieją, a nawet wyolbrzymiają je do niebotycznych rozmiarów, znam to z autopsji. Poza tym, myślę, że widok przez okienko, na pewno wprawiłby ją w osłupienie - wszechświat to piękne, choć straszne, miejsce. Z mojej strony to wszystko, czekam na zupełnie nowe rozdziały. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za komentarz, sommer. Zobaczę, co z tymi zdaniami, może to w wyniku worda, albo zrobiłam to specjalnie ;)
    Co do Natalie - jak już pewnie wszyscy zauważyli, to dziecko troszkę rożni się od innych. Już sam fakt, że szkoliła się na żołnierza daje nam trochę inny obraz sytuacji. Jej zachowanie.. hmm.. chciałam by robiła wrażenie takiej, jakby w ogóle nie wiedziała co się dzieje, jakby to co się właściwie działo miało dopiero później do niej dotrzeć, ale wyjaśnię to w późniejszych notkach ;) pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  3. No widzisz Natalisek jak to jest jak się długo na komentarz czyjś czeka, bywało ze ja się na Ciebie w ogóle niedoczekiwalam. No ale zemsta to nie była – tak po prostu wyszło.
    Opowiadanko: z tego co pamiętam to i poprzednia wersja rozdziału trzeciego była niezła, nawet zerknęłam na poprzedni blog by porównać ale tam już nie ma, chyba się domyśliłaś ze będą ludzie tak robić i usunęłaś. Fantastycznie przeniesienie w czasie, wyjrzenie przez okienko i kosmos. Takich chwil zazdroszczę wszystkim bohaterom.
    Trochę nadużyłaś zwrotu „znajdował się”, można by to zastąpić zwykłym „był” czy „dało się ujrzeć” w opisie statku. Zachowanie Natalie nie wydaje mi się zbyt harde, to właśnie według mnie dziecko będzie odważniejsze w takiej sytuacji niż dorosły, bo dziecko/młoda osoba ma większa tolerancje, wyobraźnie a mniejsze doświadczenie życiowe, poza tym była wymęczona, może w jakimś szoku. Według mnie w normie.
    Zapraszam na kolejną notkę do siebie. tak, jeszcze kolejną:)

    OdpowiedzUsuń