12 stycznia 2011

1. Dziewczynka Żołnierzem?

Tak więc dzisiaj prezentuję Rozdział Pierwszy:
____________________
1. Dziewczynka Żołnierzem?


Natalie była małą dziewczynką, kiedy straciła swoich rodziców w wypadku samochodowym. Jako pięcioletnia dziewczynka trafiła pod opiekę jej najstarszego z rodzeństwa, brata James’a. Jednak kilka miesięcy później ten też ma śmiertelny wypadek. Ponieważ nikt inny prócz jej siostry, nie mógł zająć się dzieckiem, dziewczynka trafia do wojska...
**
Pomieszczenie było nadzwyczaj małe i raczej zachęcające swoich gości do wyjścia, niż do wejścia. Ściany reprezentowały ogólny nastrój, który stanowił doskonały obraz tego, co się działo za drzwiami budynku: wyblakła farba, niegdyś czysta biel, była pełnym odbiciem chmur na niebie; tłuste smugi przypominały deszcz, który bił z siłą w okna; pajęczyny i kurz, mówiące o starości tego miejsca; i brud, dopełniający to, już i tak, mroczne miejsce. Na środku pokoju stało drewniane biurko. Miało pomarańczowo-brązową barwę i było tak czyste, że aż lśniło. Było ono jedyną rzeczą, która odbijała tą ponurą szarość dookoła. Za biurkiem siedział młody mężczyzna o blond włosach. Niewielkie blizny na jego twarzy stanowiły o jego przeżyciach, zwłaszcza ta, dzięki której stracił lewe oko. Chłopak westchnął ciężko, wspominając dawne przygody i zaciągnął się papierosem.
Lekkie pukanie do drzwi. Osoba zamiast poczekać na proste słowa jak: „Proszę” lub „Proszę wejść”, od razu pociągnęła za klamkę. Do pomieszczenia weszła smukła, choć silnie zbudowana dwudziestolatka, ubrana w żołnierski mundur. Przemierzyła wzrokiem pokój, potem delikatnie popchnęła drzwi, zamykając je. Odwróciła się w stronę, siedzącego przy biurku, blondyna i szybkim, zdecydowanym krokiem ruszyła w jego stronę. Mężczyzna obserwował uważnie każdy jej ruch. „Emily jest boską dziewczyną...” – szepnął w myślach. Kobieta stanęła dokładnie na przeciwko chłopaka i walnęła mocno pięścią w stół, który dzielił ją od przystojnego blondyna.
- Generale, ona nie może tu trafić! – tak rozpoczęła ‘rozmowę’.
Na tą uwagę młody mężczyzna nieznacznie poruszył się na swoim krześle.
- Ona ma tylko pięć lat! PIĘĆ LAT! – dodała krzycząc.
Generał już zdążył zapomnieć, że blondynka, mimo swojej urody, była wyjątkowo energiczną i nieprzewidywalną kobietą.
- Uspokój się Emily. – rozkazał jej łagodnym, denerwująco delikatnym tonem, po czym uśmiechnął się szyderczym uśmiechem.
- Nie mów do mnie tym tonem! – dziewczyna wydała się być wyjątkowo wściekła, po tym, co usłyszała w sprawie jej siostry. Plotki głosiły, że dziewczynka miała trafić do wojska. Sprawa stała się głośna, gdyż dziecko miało zaledwie pięć lat i tyle zmartwień za sobą... i przyszła kolej na następne.
Mężczyzna nic nie mówił przez krótką chwilę i drugi raz zaciągnął się fajką, potem zaczął – A wysłuchasz mnie?
Dziewczyna milczała. Przez długą chwilę panowała cisza. Nieporządna, wymuszona cisza. Chłopak czekał na odpowiedni moment, kiedy Emily trochę ochłonie. Jednak widząc, że gniew kobiety nie maleje, lecz narasta, zdecydował się od razu przejść do rzeczy.
- Szczeniak nie ma dokąd iść. Nikt jej nie chce, prawda?
- Zgadza się. – odparła szorstko.
- Więc po co ta złość? Szczeniak może być w wojsku i zostać wytresowane na najlepszego żołnierza w dość krótkim czasie. – zaproponował. – Wystarczy tylko odrobina chęci, cierpliwości i współpraca jej siostruni... – dodał, ponownie uśmiechając się.
Emily zdenerwowała się. Ten pajac znów nazwał jej ukochaną siostrzyczkę „szczeniakiem” i zamiast użyć słowa „nauczyć” zastąpił je słowem „wytresować”, a pomysł, by zrobić z niej żołnierza w wieku lat pięciu, kompletnie nie wchodził w grę.
- I ona ma przebywać w pobliżu tych zakichanych facetów?! – zadała mu pytanie. Już sama myśl o tym, iż jakakolwiek mała dziewczynka miała mieć jakikolwiek kontakt z tymi brudnymi, śmierdzącymi, wulgarnymi sukinsynami przyprawiało ją o mdłości, a los chciał, by tą małą dziewczynką była jej jedyna, najdroższa w świecie, siostra.
- Szczeniak będzie miał ciebie. Jeśli wydarzy się coś nieprzyjemnego, z pewnością ją obronisz.
Blondynka zacisnęła mocno pięści. Już miała temu kretynowi dać porządny cios w szczękę, gdy w ostatniej chwili powstrzymała się i zdołała jedynie wydukać – Ale... – nie dokończyła, gdyż przerwał jej w tym generał.
- Żołnierzu! Już po raz DRUGI przywołuję ciebie do porządku i nie ręczę za siebie, jeśli będę musiał się powtarzać. Szczeniak tu zostaje. Z TOBĄ!
Tego było za wiele. Niedość, że mężczyzna wyraźnie namawiał kobietę do posłuszeństwa, to jeszcze po raz czwarty nazwał jej siostrę „szczeniakiem”. Emily nie zniosła tego dłużej. Złapała mężczyznę mocno za gardło i trzymała, póki nie skończyła.
- A ja nie ręczę za siebie, jeśli jeszcze raz przezwiesz moją siostrę od „szczeniaka”.
Dziewczyna puściła blondyna i opuściła pokój. Chłopak złapał się za szyję. Oddychał ciężko, ale powoli.
                Emily miała szczęście. Gdyby nie to, że była żołnierzem z wyższej półki, kara byłaby bardzo solidna za to, że groziła generałowi dusząc go, ale też jak się do niego odzywała. Jednak kobieta nie pozostała niewinna. Karą było przyjęcie Natalie do wojska. Mimo protestów jej bezradnej siostry.
***
                Generał mimo wszystko rozważył słowa Emily i nie chciał ryzykować. Dziewczynka nie mogła przebywać w pobliżu innych żołnierzy. Przynajmniej póki była pięciolatką. Dziecko dostało swój oddzielny pokój i plan zajęć. Mężczyzna chciał zadbać o to, by mała dobrze się uczyła i zafundował jej prywatnego nauczyciela. Jednak ku jego zdumieniu dziewczyna wolała spędzać więcej czasu na poligonie niż na naukę...
                Wszystko było dla niej nowe. I teren ćwiczeń jak i okolica. Okolice bazy wojskowej, jednocześnie akademik, zajmował gęsty bór, a nawet dżungla. W czasie wolnym uwielbiała tam spacerować, wiedząc, że las był tylko dla niej. Puszcza była niedostępna dla cywili, nie było tu dróżek, żadnych gościńców. Po prostu dzicz. Za każdym razem, kiedy Natalie zapuszczała się tu traciła świadomość o istnieniu cywilizacji. Wiedziała że tutaj obserwują ją jedynie zwierzęta. Jednak po jakimś czasie zauważyła, że było ich brak. Że te oczy, które ją obserwują nie należą do zwierzęcych. Nie zdawała sobie jednak sprawy, że nie należą one też do ludzkich...
                Pierwsze kilka miesięcy w akademiku były bardzo trudne dla małej Natalie. Była jedynie pięciolatką i nie rozumiała za wiele... Ale miała siostrę, która zawsze była gotowa do poświęceń. Dlatego też nauka i ćwiczenia nie sprawiły dziecku większego kłopotu. Jednak trudności było niemało i dziewczynka popełniała wiele błędów... Na przykład wtedy, w drugim miesiącu szkolenia, kiedy przypadkowo wysadziła ciężarówkę w powietrze... Nic wielkiego się nie stało, bo pojazd był pusty, a w pobliżu nie znajdował się żaden człowiek. Oczywiście nie spodobało się to generałowi, ale Natalie pocieszyła się tym, że przecież to na błędach człowiek się uczy. Szczęście, że to był jej pierwszy i ostatni wybryk.
Później, na czwartym roku szkolenia, będąc już dziewięcioletnią dziewczyną, jej porannym ćwiczeniem było równanie z ziemią budynków, a czasem, kiedy pewne środki transportowe zawodziły i były już tylko złomem, wysadzało się również i te. I również w tym roku Natalie już mogła przebywać w towarzystwie pozostałych żołnierzy, uczyła się pracy w zespole, oczywiście pod nadzorem jej siostry lub czasami, samego dowódcy. I ku zaskoczeniu wszystkich, jej towarzysze bardzo ją doceniali. Nosiła różnego rodzaju bronie, czasem cięższe niż ona sama, co niepokoiło to trochę jej siostrę, ale ta szybko się przyzwyczaiła.
W piątym roku szkolenia, Natalie była wspaniałym żołnierzem. Generał często wmawiał jej, że była lepsza, niż jakikolwiek inny żołnierz. Dziewczyna obecnie mało w to wierzyła, ale wiedziała jednak, że nieuniknione jest – kiedyś stanie się najlepszą z nich. Młody dowódca chciał to koniecznie sprawdzić...
- O rany... To dziś Emily? – spytała podekscytowana Natalie, wstając z łóżka.
- Tak, mała kobitko. To dziś. – zaśmiała się Emily, stojąc w drzwiach małego pokoiku, ubrana w mundur.
- Rany... Tak się cieszę. Jestem taka podekscytowana! – dziecko zawołało radośnie, robiąc piruet na drewnianej podłodze i o mało nie upadła, gdyby Emily nie złapała jej w porę.
- Właśnie widzę. Wirujesz jak szalona. – uśmiech. – Ubierz się i chodź, generał Lee nie będzie czekał. – dodała.
- Co? Jack Lee jest zastępcą generała, nie generałem, siostrzyczko. I właśnie, że będzie czekał. Bo to o mnie chodzi. – uznała Natalie, ubierając skarpetkę.
- Ale to nie będzie ładnie, jak się spóźnisz i lepiej się pospiesz, bo i tak jesteśmy już późno z czasem. – odgryzła się Emily.
- Już idę, już idę! – zawołała Natalie, zawiązując sznurowadła i zakładając kurtkę jednocześnie. Po czym sięgnęła po swojego M1A1 Carbine i wybiegła z pokoju, goniąc za siostrą. Miały się stawić przed budynkiem, a tam czekali na nich generał i ośmiu innych żołnierzy w szeregu przed nim.
Ciepły letni poranek. Słońce dopiero co wyszło i witało niebo, ale mimo tak wczesnej pory, promienie słoneczne mocno przygrzewały podłoże. Powietrze stało się ciężkie i przepełnione upałem poczęło parować nad horyzontem. Zapowiadał się ruchliwy, gorący dzień.
Emily i Natalie dołączyły do szeregu, a wtedy dowódca zaczął swoją ‘mowę’.
- Baczność! – rozkazał.
Na tą komendę wszyscy wyprostowali się, niczym świece, każdy oddychając ustabilizowanym, ale tanecznym tępem.
- Dziś chcemy sprawdzić naszych ‘ponoć’ – zaznaczył. – najlepszych żołnierzy. Reszta będzie ćwiczyć dalej.
Krótka, cicha, niewielka przerwa, która miała też oznaczać – „Tak Sir!”.
- Podzieliłem was na dwie grupy. – ciągnął dalej młody zastępca. – Grupa czerwona i grupa niebieska. Pięć w każdej. Waszym zadaniem jest odnaleźć przeciwną wam grupę i ‘wyeliminować’ ich wszystkich... – mężczyzna urwał na chwilę i spojrzał w stronę Natalie. W jego oczach kryło się zwątpienie, a za razem ciekawość.
- Wyeliminować? – Natalie szturchnęła lekko ramię swojej siostry. – Jak to?
- Takie wojsko, mała. – szepnęła Emily. – Ten ośrodek ma swoje dziwne zwyczaje... Tak możnaby powiedzieć, sprawdzają tutaj najlepszych. Jak to generał kiedyś powiedział: „... by poczuć się jak na polu bitwy, musisz na nim być...” i tutaj ma rację. – dokończyła.
- ... i zwycięzka drużyna wróci do ośrodka. – powiedział generał. – Akcja będzie się rozgrywała niedaleko, w lesie. Grupa czerwona to: ... – kiedy mężczyzna wymieniał poszczególne nazwiska, Natalie zajęła się obserwowaniem jakiejś dziwnej formy chmury, która nawiedziła najbliższe drzewo. Dziewczyna jednak ocknęła się, słysząc swoje imię.
- Gupa niebieska to: - ... Natalie Isabel, - … i Emily Isabel. Na ukończenie zadania macie godzinę! Nie ociągać się! Żywo! – skończył, spoglądając na wszystkich zebranych.
- Tak jest! – wykrzyknęli żołnierze.
- Więc jesteśmy razem, siostrzyczko. – odezwała się Natalie, bardzo zadowolona.
- A co myślałaś? Byłabyś w stanie mnie zabić? Albo choćby zranić? – rzuciła Emily.
- Ekhem... Zabić? Czy ty właśnie powiedziałaś „zabić”? – Natalie otrząsnęła się i całe jej uradowanie nagle gdzieś odeszło w zapomnienie. Zabić? Ale tak na serio? Nikt tego nigdy nie mówił Natalie. Nikt nie mówił, że na testach śmierć byłaby możliwa...
- Tak. – odparła Emily. – Tak wygląda nasz test. Dziwne... – teraz zaczęła gadać do siebie. – Lee nigdy nie sprawdzał tak ludzi... Do czasu, kiedy ty się pojawiłaś... Bardzo dziwne...
Dziewczynka spojrzała w stronę Grupy czerwonej. Na ich twarzach gościł smutek, a przede wszystkim strach. Jeden mężczyzna zwrócił wzrok w jej stronę. Był to jeden z tych, którzy szkolili się razem z Natalie. Ten nazywał się Nicholas, choć jego kumple lubili go nazywać „Tough One”, dziewczyna jednak nie znała jego prawdziwego nazwiska. Spojrzał na nią. Dziecko miało wrażenie, jakby mężczyzna mógł ją wzrokiem całą rozebrać i z tą myślą czuła się wyjątkowo niewygodnie. Chłopak wykonał uroczysty ruch ręką, niby to w geście pożegnania, niby znaczący – „Powodzenia, mała przyjaciółko.”.
- On wie, że dzień dzisiejszy jest jego ostatnim... – szepnęła, mimo, że nikt inny jej nie słuchał, a Nicholas nie mógł jej usłyszeć. Dziewczyna wykonała ten sam pożegnalny gest, który był jednoznaczny z – „Do następnego spotkania.”. I pobiegła za śladem siostry, wciąż obserwując małą mgiełkę, kryjącą się głęboko w koronie drzewa, obserwującą każdy jej ruch...
____________________
Tak więc to jest pierwszy rozdział. Moi czytelnicy z Onet'u już zapoznali się z moim opowiadaniem, ale dla tych nowych z Bloggera (jeśli takich mam) to postanowiłam wstawiać kolejno rozdziały, mimo, że w każdej chwili możecie wejść na mojego bloga z onetu (patrz - Find me).

3 komentarze:

  1. Jezu, połapać się tu nie można. Pięć minut klikałam na wszystko by móc napisać komentarz. Zabiłaś mnie tą zmianą, a już miałam genialny plan rozpracowania części pierwszej na czynniki pierwsze i wytknięcia zmian, które nie przypadły mi do gustu. Bo szczerość przede wszystkim, ale na tym tle czytelność zanika, a na Onecie coś Ci zjadło szeroką listę, pewnie obcy.

    OdpowiedzUsuń
  2. no nie! obcy wkradł mi się do bloga i zabrał mi moją kochaną Szeroką Listę?
    no chyba sobie żarty stroi!
    w każdym razie zobaczę co z tą Szeroką Listą i mam nadzieję, że obcy odpuści i kawałów nie będzie już robił ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a mnie sie tu podoba, takie profesjonalne, się znaczy ten blog, bo treśc to juz znam :P
    Pozdrówka od Weli i jej "dzieci"

    OdpowiedzUsuń